/C-101-1953-249.djvu

			i t* / o tj
<*mL,OTEK/
PUBU'
f*lsmo codzienne Ziemi MelecRiet
ZYCIE GADOMSKIE
249
NIEDZIELA, 18 — PONIEDZIAŁEK, 19 PAŹDZIERNIKA 1953 ROKU
CENA 30 gr
Społeczeństwo polskie serdecznie wita
marynarz}) radzieckiej flotuj wojennej
Na pokładzie krążownika
(Dalekopisem od naszego specjalnego irysłannika)
Krążownik stoi dcho przy na¬
brzeżu portu wojennego w Gdy-
nf Chociaż nieruchomy — pulsuje
ealyffi bogatym życiem, właściwym
wielkim okrętom nawet wtedy, gdy
wiąże je z lądem mnogość solidn; ch
cum-
U szczytu trapu, wysłanego wzorzy¬
stym dywanem, wita grupę gości za¬
stępca dowódcy krążownika. Jest to
kapitan II rangi, mężczyzna tak ży¬
wy o tak wesołych oczach i świeżvm
uśmiechu, że trudno uwierzyć w jego
morski staż trwający Już dwadzieścia
jeden lat Kapitan pochcdzi z Kuba¬
nia 1 mówi o sobie z uśmiechem: „Je¬
stem taki kozak, który z konia prze¬
siadł się na okręt". Podczas wojny
pływał na „Kalininie", broniąc mor¬
skich granic ojczyzny radzieckiej od
strony Oceanu Północnego i Spokoj¬
nego. Teraz uśmiechnięty, zgrabny w
swym eleganckim mundurze, pozdra¬
wia serdecznie każdego z gości: ofice-
Z dala krążownik zachwyca czysto¬
ścią linii, pięknem sylwetki wysmuk¬
łej i podanej niec0 do przodu, jak u
rasowego charta. Chart to szybki, tego'
dowodzi zarys kadłuba i siła maszyn.
Z bliska okręt imponuje siłą ognia:
jest to potężne nagromadzenie ćtlał
i karabinów maszynowych rozmaitego
kalibru oraz precyzyjnych przyrządów
celowniczych. Cztery, przycumowane
obok niszczyciele, choć też nie ułocnCd,
razem zaledwie wypełniają sobą prze-
strzeń wodną, równą obszarowi krą¬
żownika.
Ktoś pozdrawia nas z pckładu pierw¬
szego niszczyciela: to kapitan III ran¬
gi Biełamojew, uczestnik walk o o-
swobodzenie Gdańska. Poznaliśmy go
już wczoraj w autobusie Gdynia —
Gdańsk, jadąc do teatru „Wybrzeże"
Polscy marynarze gromadzą się wo¬
kół dział i słuchają fachowych objaś-
v.sv. .	,	;
■fr
Marynarze radzieccy przed M-uzeum Wojska w W-arszaxoie.
rów i marynarzy Polskiej Marynarki
Wojennej, stoczniowców, studentów
Politechniki, żołnierzy naszych wojsk
lądowych.
Losowanie obligacji pożyczki
zostało zakończone
IV publiczne losowanie obligacji
Narodowej Pożyczki Rozwoju Sł
Polski, które trwało od dnia 1 bm.
W Nowej Hucie — zostało zakończo¬
ne. Wylosowano ogółem 212.500 pre¬
mii we wszystkich klasach.
15 i 18 bm. odbywało stą ciągnie¬
nie obligacji do wykupu według war¬
tości imiennej. Do wykupu wylosowa¬
no ogółem 212.500 obligacji we wszy¬
stkich klasach.
budowa elektrowni »Miechowice«
dobiega końca
■ Pomyślnie przebiegają prace nad
Uruchomieniem wszystkich urządzeń
prądotwórczych elektrowni „Miecho-
toice“. Na 20 dni przed terminem
ukończono montaż stalowej konstru-
taji ostatniej chłodni kominowej ele¬
ktrowni. W tym samym dniu zakoń¬
czono montaż ostatniego kotła wyso¬
koprężnego oraz zmontowano urzą¬
dzeni* młynowe. Przy uruchamianiu
togo agregatu szczególnie wyróżniły
6i< brygady monterskie Ciągały i
Braszczyka.
o współpracy radiowej
między Polską a Chinami
PEKIN (PAP). 1S bm. podpisana zo
•tata w Pekinie umowa o współpracy
radiowej między Komitetem do
Spraw Radiofonii „Polskie Radio" a
Narządem Głównym do Spraw Radio¬
fonii Chińskiej Republiki Ludowej.
Umowę podp sali: w imieniu polskiej
Radiofonii — przewodniczący Komi-
totu do Spraw Radiofonii, R Gadom¬
ski, w imieniu Radiofonii chińskiej —
jjyr. Zarz. Gl. do Spraw Radiofonii
Chińskiej Republiki Ludowej, Mei-i.
nień radzieck’ch artylerzy.stów. My
idziemy na śródokręcie, tam umiesz¬
czona jest gablotka ze zdjęć a mi z ży¬
cia znakomitego lotnika radzieckiego
Walerego Czkałowa. Walery Czkałow
zasłynął w Związku Radzieckim nie
zwykłą odwagą, umiłowaniem ojczy¬
zny i mistrzowskim opanowaniem pi
lotażu. A na całym świecie stał się
znany dzięki swym przelotom nad
biegunem północnym.
Prasa brytyjska pisała, że warunki
życia marynarzy radzieckich na
„Swierdłowie" są lepsze, niż we flo¬
cie angielskiej. Zaglądamy do pomie¬
szczeń załogi krążownika. W salach
marynarzy dostrzec można nie tylko
czystość i porządek. Znać szczególne,
cieple przywiązanie załogi do tego
miejsca, przywiązanie, wyrażające się
w drobiazgach: wazoniki z kwia-ttumi,
wyszywane ręczniki, porzucona w trak
cie czytania książka. „Nasz okręt to
przecież nasz dom, a raczej — naeze
małe miasto — mówi kapitan — toteż
kochamy go tak, jak warszawiacy
Warszawę, a moskwiczan-e — Mo¬
skwę". I ciekawostka: na podniesio¬
nych wzdłuż ścian łóżkach leżą sprę¬
żyste, korkowe materace. W razie po¬
trzeby służą one także jako tratwy,
Podoficerowie mieszkają po dwóch
i czterech, oficerowie mają pojedyncze
kajuty. Otwieramy pierwsze z brze¬
gu drzwi. Łóżko, kanapka, biurko. Na
półce książki, wśród nich przekłady
Żeromskiego oraz „Fundamerity" Py-
tłakowskiego. Na biurku pod szkłem
— fotografia córki i syna. Telefon,
W salonie oficerskim można się za¬
głębić w wygodne, skórzane klubow-
ce. Obsiadamy błyszczący mahoniem
stół. Kapitan opowiada, nie przerywa¬
jąc sobie zresztą toku służby: co chwi¬
la meldują się oficerowie i marynarze,
Odbierają rozkazy, wychodzą. W sto¬
sunku podwładnego do dowódcy wy¬
czuwa się doskonałą dyscyplinę, a za¬
razem niewymuszoną swobodę. Mary¬
narze spełniają dokładnie swe obowiąz
ki, aby za chw.lę, roześmiani i wese-
li, podbiec do gości, ciągnąć ich ao
wspólnego zdjęcia, opowiadać dość nie
raz., swawolne marynarskie kawały.
W salonie oficerskim stoi aparat te¬
lewizyjny, na stołach leżą dzienniki
moskiewskie, opóźnione tylko o jeden
dzień. Nawet z dala od ojczyzny
krążownik nie traci kontaktu z Kra¬
jem Rad. Bez przerwy pracuje okrę¬
towa radiostacja. Przez głośniki sły¬
chać znajomy sygnał — „Gawarit Mo¬
skwa". Zda się, że to właśnie specjal¬
nie do krążownika, do jego załogi mó¬
wi ziemia rodzanna: „Czuwajcie, chroń
cie, bądźcie godni miana żołnierzy-ko-
munistów, obrońców radzieckiej oj¬
czyzny i pokoju". I tu źródło mocy ra¬
dzieckich sil zbrojnych: świadomość
polityczna, dyscyplina oparta na zro¬
zumieniu wielkiej sprawy, której się
służy, umiłowanie kraju ojczystego,
gorąca przyjaźń dla ludzi pracy ca¬
łego świata.
Stąd otwarte, szczere spojrzenie
młodego sygnalisty, gdy rozmawia z
naszymi stoczniowcami- Stąd przy
jacielska dłoń radzieckiego pod¬
oficera na ramieniu polskiego artyie-
rzysty i słowa:	„Tawariszcz".	Stąd
trafiające we wspólną myśl, słowa ka¬
pitana I rangi Gumanienko — boha¬
tera Związku Radzieckiego, jednego z
tych, co wyzwalali nasze Wybrzeże:
— Razem pobiliśmy faszystów, a te¬
raz razem bronimy pokoju...
Na krążowniku widzieliśmy nie¬
wielu stosunkowo marynarzy.
Gdzie podziała się reszta? Pojechali
do Gdańska i Gdyni, do stoczni im.
Komuny Paryskej i stoczni gdańskiej,
do budowniczych starego miasta, zmie
szali się z polskimi robotnikami, nie
stroniąc w swych galowych mundu¬
rach od zaoliwionych kombinezonów.
Rozegrali także mecz piłki nożnej z
reprezentacją Polskiej Marynarki. Je¬
dna grupa pojechała do Warszawy.
Prości i przyjacielscy — przyjemnie
było uścisnąć ich dłonie. Przyjemnie
jest wiedzieć, że to właśnie om są
naszymi wypróbowanymi w ciężkich
chwilach sojusznikami.
Nocą jut prawie zeszliśmy z po¬
kładu- Krążownik jarzył się świa¬
tłami, reflektor wyrywał z mro¬
ku czerwień flagi. Odchodziliśmy, o-
glądając się raz po raz. Na tle nocy
sylweta okrętu wojennego gorzała nad
portem coraz piękniej, coraz wyraź¬
niej tak, jak na tle warszawskiego nie
ba goreje nocą Pałac Kultury i Nau¬
ki.
Uczułem niezwykły spokój i radość:
spokój, że wielka, braterska siła po¬
maga nam tworzyć i bronić naszego
życia. Radość, że nasze życie jest tak
piękne,
JERZY KASPRZYCKI
Marynarze radzieccy w rozmowie z u duńskimi stoczniowcami.
W Warszawie i na Wąbrzeźn
16 bm. w godzinach porannych przybyła do Warszawy delegacja Ra¬
dzieckiej Marynarki Wojennej z grupy radzieckich okrętów wojennych,
przebywających z braterską wizytą w Gdyni. Na czele delegacji stoi ka¬
pitan pierwszej rangi — Dymitr K. Jaroszewicz.
Na Dworcu Głównym gości serde¬
cznie witali: dowódca OW Warszawa
— gen. dyw. Rotkiewicz, w otocze¬
niu starszych oficerów, przewodniczą¬
cy Prezydium St. RN — J. Albrecht,
przedstawiciele KW PZPR oraz
WRZZ, ZMP, TPP-R, LPŻ i innych
organizacji społecznych.	/
Obecni byli przedstawiciele Amba¬
sady ZSRR w Polsce z radcą Amba¬
sady D. I. Zaiktnem na czele.
Wraz z delegacją Radzieckiej Ma¬
rynarki Wojennej przybył towarzy¬
szący jej w podróży zastępca attache
wojskowego przy Ambasadzie ZSRR
w Polsce, płk. P. D. Gierko.
Gościom radzieckim wręczono
kwiaty.
Złożenie wieńca pod
Pomnikiem Braterstwa Broni
O godz. 10 delegacja Radzieckiej
Marynarki Wojennej złożyła wieniec
pod Pomnikiem Braterstwa Broni na
Pradze. Obok pomnika ustawiła się
kompania honorowa WP z pocztem
sztandarowym. Wokół pomnika zgro¬
madziły się liczne rzesze mieszkań¬
ców stolicy.
Gdy przybywa delegacja radziecka
z kapitanem pierwszej rangi D. K.
Jaroszewiczem na czele oraz towa¬
rzyszącymi delegacji dowódcą O. W.
Warszawa gen. dyw. Rotkiewiczem i
zastępcą attache wojskowego przy
Ambasadzie ZSRR w Polsce, płk. P.
D. Gierko, kompania honorowa pre¬
zentuje broń. Orkiestra gra marsza
generalskiego. Dowódca kompanii ho¬
norowej składa raport.
Po odegraniu hymnu radzieckie¬
go, przy dźwiękach werbli, kapitan
pierwszej rangi D. K. Jaroszewicz
w imieniu delegacji składa pod
pomnikiem wieniec z czerwonych
róż. Na szarfie widnieje napis: „Bo¬
haterskim żołnierzom, poległym w
walce o wyzwolenie Polski — Ma¬
rynarze Floty Bałtyckiej".
Po złożeniu wieńca orkiestra ode¬
grała polski hymn narodowy.
Goście radzieccy
zwiedzają Stolicę
Następnie delegacja załóg okrę¬
tów wojennych Floty Bałtyckiej zwie¬
dziła Warszawę.
Gościele radzieccy z kapitanem
I rangi — D. K. Jaroszewiczem na
czele, w towarzystwie zastępcy atta¬
che wojskowego przy Ambasadzie
ZSRR w Polsce — płk. P. D. Gierko
i grupy starszych oficerów Wojska
Polskiego zwiedzili Trasę W—Z, Sta¬
re Miasto, osiedle mieszkaniowe na
Muranowie, Pałac Kultury i Nauki,
Plac Konstytucji oraz Muzeum Woj¬
ska Polskiego.
Marynarze, podoficerowie i ofice¬
rowie Floty Bałtyckiej złożyli rów¬
nież hołd na Cmentarzu - Mauzoleum
żołnierzy radzieckich poległych w
walkach przeciwko hitlerowskiemu
najeźdźcy.
.. Na całej trasie przejazdu przez
Warszawę autokary wiozące miłych
gości wzbudzały żywe zainteresowa¬
nie mieszkańców miasta. Wszędzie
witano je serdecznymi uśmiechami.
Szczególnie gorąco przyjmowała
marynarzy radzieckich młodzież i
dziatwa szkolna, gromadząc się na
trasie przejazdu i otaczając gości
zwartymi grypami w czasie zwie¬
dzania przez nich stolicy.
Powrót pisarzy polskich
* ZSRR
Po 3-tygodn iowym pobycie w ZSRR
Powróciła 16 bm' do Warszawy dele-
pisarzy polskich w składzie:
Maria Dąbrowska Anna Kowalska
1 Julian Stryjkowski.
^totogaeja, która bawiła w ZSRR
to ramach wymiany kulturw'nej pol-
! ^radzieckiej, zwiedziła Moskwę
^ninarad i Kijów,
Na str. 2:
Z ,	'	radzieckimi
po Warszawie
Przyjęcie
u Przewodniczącego Rady Państwa
16 bm. Przewodniczący Rady Pań¬
stwa Aleksander Zawadzki wydał
przyjęcie z okazji pobytu w "Warsza¬
wie delegacji jednostek Radzieckiej
Marynarki Wojennej bawiących z
przyjacielską wizytą w Polsce.
Delegacja przybyła na przyjęcie
z kontradmirałem A. J. Pyszkinem
na czele, który przyjechał do War¬
szawy w godzinach popołudniowych.
Na przyjęciu obecni byli członko¬
wie Rady Państwa, członkowie Biu¬
ra Politycznego KC PZPR, członko¬
wie Rządu, generalicja WP, przed¬
stawiciele stronnictw politycznych,
organizacji społecznych i młodzieżo¬
wych, przodownicy pracy, przedsta¬
wiciele świata nauki, kultury i sztu¬
ki.
Obecny był ambasador ZSRR w
Polsce G. M. Popow, jak również
zastępca attache wojskowego ZSRR
płk. P. D. Gierko oraz inni członko¬
wie ambasady ZSRR.
Przyjęcie upłynęło w niezwykle
serdecznej, braterskiej atmosferze.
Przyjacielskie rozmowy toczyli ra¬
dzieccy marynarze z żołnierzami i
oficerami Wojska Polskiego, z przo¬
downikami pracy oraz z młodzieżą.
Pod koniec przyjęcia rozpoczęły
się tańce przeplatane gorąco okla¬
skiwanymi występami artystycznymi
„Mazowsza", amatorskich zespołów
marynarzy radzieckich i kwartetu
wokalnego Domu Wojska Polskiego.
»Zwiąkszymy produkcję artykułów codziennego użytku«
Październikowy czyn drobnej wytwórczości i rzemiosła
Nowe punkty usługowe w miastach i nu wsi
Udział w czynie produkcyjnym dla uczczenia 36 rocznicy Wielkiego
Października biorą tysięczne rzesze pracowników drobnej wytwórczości
1 rzemiosła w całym kraju. Zobowiązują się oni zwiększyć ilość, rozsze¬
rzyć asortyment i rodnieść jakość wytwarzanych artykułów co¬
dziennego użytku oraz rozbudować sieć punktów usługowych w miastach
i na wsi.
400 kredensów kuchennych, 300
stołów, 800 łóżek, 200 tapczanów, 30
kompletów stołowych i 80 sypial¬
nych — oto dodatkowa produkcja,
jaką postanowili dać w bież. kwar¬
tale pracownicy spółdzielni drzew¬
nych i wytwórczości różnej w woj.
bydgoskim. Aby lepiej zaspokajać
potrzeby rynku, spółdzielnie te po¬
stanowiły jeszcze w br. rozpocząć
produkcję 10 nowych wyrobów oraz
uruchomić liczne punkty usługowe.
Szczególną uwagę zwróciły spół¬
dzielnie na lepszą obsługę wsi, zo¬
bowiązując się utworzyć jeszcze w
br. 32 punkty usługowe kołodziej-
sko-stolarskie.
Rozpoczęcie akcji wyjaśniającej
wśród jeńców koreańskich i chińskich w Korei
PEKIN (PAP). — 15 bm. pod nad- gowscy nieustannie przerywali akcję
zorem przedstawicieli komisji repa¬
triacyjnej państw neutralnych rozpo¬
częła się wśród jeńców koreańskich
i chińskich akcja wyjaśniająca.
W każdym namiocie, gdzie odby¬
wała się akcja wyjaśniająca, znajdo¬
wało się dwóch obserwatorów ame¬
rykańskich 1 kilku agentów kuomin-
tangowskich ubranych w mundury
amerykańskie. Wbrew wyraźnym
przepisom wydanym przez komisję
repatriacyjną państw neutralnych,
I agenci amerykańscy i kuomintan-
wyjaśniającą i namawiali jeńców, by
nie domagali się powrotu do ojczyz¬
ny. Przedstawiciele komisji repatria¬
cyjnej państw neutralnych musieli
wielokrotnie przywoływać ich do po¬
rządku.
Mirtio utrudniania akcji wyjaśnia¬
jącej przez agentów Kuomintangu,
dziesięciu chińskich jeńców wojen¬
nych już w pierwszym dniu tej akcji
Pracownicy Wojewódzkich Zakła¬
dów Artykułów Gospodarczych w
Krakowie postanowili wykonać rocz¬
ny plan produkcji na 32 dni przed
terminem i dzięki temu dać do koń¬
ca roku dodatkową ilość artykułów
codziennego użytku wartości 800 tys.
zł. Zakłady rozpoczną produkcję ma¬
szynek do ostrzenia żyletek i ma¬
szynek biurowych do ostrzenia ołów¬
ków, sitek i tarek dla gospodarstwa
domowego oraz zgrzebeł do czyszcze¬
nia koni. Poza planem załoga wyko¬
na ponadto 25 wag stołowych oraz
4 tys. lamp naftowych. Pracownicy
zobowiązali się podnosić stale jakość
produkcji, m. In. zmniejszając o 50
proc. odsetek wiader II gatunku.
Postanowienia pracowników zakła¬
dów, podległych Związkowi Branżo¬
wemu Spółdzielni Budowlanych i
Usług woj. łódzkiego przyniosą prze¬
de wszystkim zwiększenie ilości i
poprawienie jakości usług w mia¬
stach i na wsi. Postanowiono zorga¬
nizować jeszcze w br. 180 różnych
punktów usługowych.
Związek postanowił zrealizować
roczny plan usług do 7 listopada br.
i wykonać dodatkowo do końca br.
usługi wartości 7 min. zł.
0 88 tys. roboczogodzin
skrócą budowę
Skrócenie czasu budowy Fabryki
Nawozów Sztucznych, w stosunku do
harmonogramów, o ponad 88 tys. ro-
wym załogi Zakładów Przemysłu
Azotowego w Kędzierzynie.
Oprócz przyspiefzęnia budowy Fa¬
bryki Nawozów ‘‘ Sztucznych, załogi
częściowo uruchomionych już innych
fabryk tego kombinatu postanowi¬
ły wyprodukować do końca br.
ponad' plan m. in. 57 tys. kg wo¬
sków oraz 30 tys. kg wysokiej ja¬
kości rozpuszczalnika do farb i la¬
kierów, nie wyrabianego dotychczas
w kraju.
Budowniczowie huty im Bolesła¬
wa Bieruta w Częstochowie po¬
wzięli ponad 460 zespołowych i in¬
dywidualnych zobowiązań dla ucz¬
czenia 36 rocznicy Rewolucji Paź¬
dziernikowej. Zobowiązania te mó¬
wią o wzmożeniu wydajności pra-
%y, o podniesieniu jakości wyko¬
nania robót i dalszej poprawie wa¬
runków bytowo-socjalnych zaiogi.
Po zwiedzeniu miasta delegacja
rozdzieliła się na trzy grupy, które
odwiedziły studentów Politechniki
oraz załogi Zakładów im. Kasprzaka i
Domu Słowa Polskiego.
Wieczorem w Wojskowej Akade¬
mii Technicznej im. Jarosława Dą¬
browskiego marynarzy radzieckich
gościli studenci i wykładowcy.
Delegacja
marynarzy radzieckich
opuściła Warszawę
W późnych godzinach wieczornych
delegacja Radzieckiej Marynarki Wo¬
jennej opuściła Warszawę udając się
do Gdyni.
Na Dworcu Głównym w Warsza¬
wie gości radzieckich żegnali:	do¬
wódca OW Warszawa — gen. dyw.
Rotkiewicz w otoczeniu starszych ofi¬
cerów WP oraz przewodniczący Pre¬
zydium St. RN — J. Albrecht.
Obecni byli Ambasador ZSRR w
Polsce G. M. Popow, zastępca atta¬
che wojskowego ZSRR — płk. P. D.
Gierko oraz inni członkowie Amba¬
sady.
Społeczeństwo Wybrzeża
gorąco podejmowało
marynarzy radzieckich
Załogi grupy radzieckich okrętów
wojennych, przybyłych z przyjaciel¬
ską wizytą do Gdyni, goszczone są
po bratersku przez polsk eh maryna¬
rzy i oficerów, przez cale społeczeń¬
stwo Wybrzeża.
Drugi dzień pobytu załóg okrętów
radzieckich, 16 bm. upłynął na spot¬
kaniach z marynarzami polskimi, ro¬
botnikami portów i stoczni, młodzieżą
oraz na zwiedzaniu zabytków Gdań¬
ska.
W godzinach porannych delegacja
oficerów i marynarzy radzieckich
złożyła wieńce na gdańskim cmen¬
tarzu bohaterskich żołnierzy. Armii
Radzieckiej, poległych w walkach
0 wyzwolenie polskiego Wybrzeża,
oraz na płycie, wznoszonego przez
społeczeństwo Gdańska, pomnika
ku chwale polskich żołnierzy, któ¬
rzy padli w bojach o polską ziemię
nad Bałtykiem.
Liczne grupy radzieckich maryna¬
rzy, podoficerów i oficerów wyruszy¬
ły na zwiedzanie Gdańska i na spot¬
kania do zakładów produkcyjnych. W
tym samym czasie radzieckie okręty
gościły na swych pokładach polskich
marynarzy, robotników zakładów
produkcyjnych Gdańska i Gdyni, mło¬
dzież i harcerzy.
W świetlicy Stoczni Gdańskiej po¬
witali jedną z grup radzieckich ma¬
rynarzy budowniczowie polskich o-
krętów.
Długotrwałą owację wywołało prze¬
mówienie oficera radzieckiego Iwano¬
wa, który przekazał	stoc t -oweom
marynarskie pozdrowienia i życzył im
dalszych sukcesów w pracy.
Po występach zespołu artystyczne¬
go Stoczni stoczniowcy .oprowadzali
następnie gości po swym zakładzie
pracy.
Równie serdeczny przebieg miało
'spotkanie marynarzy radzieckich ^
załogą Stoczni im, „Komuny Pary¬
skiej" w Gdyni, oraz z młodzieżą Po¬
litechniki Gdańskiej.
N(a powitanie miłych gości przed
gmach Politechniki wyległy tłumy
studentów, wyszli też profesorowie ż
rektorem prof. Szewaiskim ha czele.
W imieniu marynarzy radzieckich,
podziękował za serdeczne przyjęcie
oficer Owadów.
„Życzę Wam — powiedział on
wśród owacji na cześć .Kraju Rad
1 bohaterskiej Floty Radzieckiej —
by Wasza Ojczyzna — Polska Lu¬
dowa rozwijała się. rosła w s.łę,
jak w siłę i potęgę rośnie nasza
Ojczyzna, Związek Radziecki".
Po południu serdecznie witała ma¬
rynarzy radzieckich młodzież Gdyni.
Wchodzących do mlodz eżowego Do¬
mu Kultury powitały _ fanfary i war¬
kot werbli gdyńskich harcerzy.
zażądało repatriacji i zostało przeka¬
zanych w Panmundżonie przedstawi- boczogodzin — oto najważniejsze zo-
cielom strony koreańsko-chińskiej, I bowiązanie w czynie październiko-
Dalsze 3 powiaty
zwoimone z miarek i odsypów
Liczba powiatów, które wykonały
roczny plan obowiązkowych dostaw
zboża dla Państwa co najmniej w 90
proc. zwiększyła się o dalsze trzy.
Są to powiaty: Górowo tławieckie
w woj. olsztyńskim, Nowy Sącz w
woj. krakowskim i Cieszyn w woj.
stalinogrodzkim.
Chłopi tych powiatów, którzy do¬
starczyli Państwu całą ilość wyzna¬
czonego im zboża z tegorocznych plo¬
nów, zwolnieni zostali z obowiązku
miarek i odsypów.
Do 10 bm. liczba powiatów, które
zameldowały o wykonaniu rocznego
planu dostaw zboża dla Państwa co
najmniej w 90 proc., wzrosła do 30.
W Domu Marynarza
W Domu Marynarza w Gdyni Inna
grupa gości radzieckich spotkała się
z marynarzami Polskiej Marynarki
Handlowej, którzy wręczyli maryna¬
rzom radzieckim piękny model stat¬
ku „Kościuszko".
W serdecznej, braterskiej* atmos¬
ferze upłynęło spotkanie gości ra¬
dzieckich z żołnierzami garnizonu
gdańskiego. Spotkanie stało się go¬
rącą manifestacją polsko - radziec¬
kiego braterstwa brom, scemento-
wanego na polach wspólnych walk
przeciwko hitle-rowsk.emu najeźdź¬
cy.
Weczorem w Wojewódzkim Klubie
TPP-R w Gdańsku z oficerami i ma¬
rynarzami radzieckimi spotkali się
aktywiści TPP-R, robotnicy i pra¬
cownicy Wybrzeża.
W czasie wszystkich tych spot¬
kań znalazły wyraz braterskie u-
czucia łączące naród polski z na¬
rodami Związku Radzieckiego —»
nieugiętą ostoia pokoju.
Str 5
ŻYCIE WAKSZAWY
Przyjacielska pomoc i przykład radzieckich budowniczych
DOŚWIADCZENIA WIE FM BUDOWIE PAŁACU KULTURY
dźwignią nowoczesnej techniki i organizacji pracy w budownictwie polskim
Na budowie Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina pracuje grupa
polskich specjalistów z poszczegól nych dziedzin budownictwa. Zada¬
niem ich jest zbieranie doświadczeń pierwszej tego typu budowy w na-
kich towarzyszy. Od fozpoczęcia bu¬
dowy Pałacu teren budowy zwiedzi¬
ło już ponad 24 tys. pracowników na¬
szym kraju. Doświadczenia te przenoszone stopniowo do polskiego bu- szego budownictwa,
downictwa, stają się dźwignią nowoczesnej techniki i organizacji pracy.
Już obecnie w oparciu o wzory ra-1 żliwia urządzanie w większych ośrod-
dzieckich budowniczych Pałacu, prze- kach budowlanych centralnych wy¬
mysł nasz produkuje specjalnego ty
pu pojemniki do zapraw i betonów,
które znajdują coraz szersze zasto¬
sowanie na budowach, m. in. przy
budowie nowych wielkich zakładów
przemysłu bawełnianego w Zambro¬
wie. Zastosowanie pojemników umo-
Zamach
na konstytucję w Belgii
PARYŻ (PAP). W parlamencie bel-
g!jskim odbyła się dyskusja nad fzą-
dowym projektem ustawy w sprawie
zmiany konstytucji obowiązującej od
1831 r. Rząd domaga się rew.zji kon¬
stytucji w tym celu, by narzucić par¬
lamentowi ratyfikację układu o stwo¬
rzeniu tzw. ,.armii europejskiej".
Układ ten przewiduje rezygnację z
części praw suwerennych państwa
belgijskiego na rzecz tzw. „europej¬
skich" organów władzy które mają
być utworzone równocześnie z „armią
europejską".
14 bm odbyło się glosowanie nad
wnioskiem rządowym w sprawie
zmiany 25 artykułów konstytucji.
Katolicka większość. parlamentu
przy poparciu części prawicowych
socjalistów i liberałów zaaprobowa¬
ła wniosek rządowy. Komuniści oraz
szereg innych postów glosowali prze¬
ciwko wnioskowi.
Za wnioskiem oddano 136 głosów,
przeciwko — 33; 18 posłów wstrzy¬
mało się od głosowania.
twórni zapraw i betonu, z których
gotowe materiały rozwozi się w po¬
jemnikach na poszczególne budowy.
Stanowi to dalszy poważmy krok w
uprzemysłowianiu procesów budowla¬
nych. Inną zdobyczą jest tzw. me¬
toda nagrzewania elektrycznego sto¬
sowana przy robotach żelbetowych.
Metoda ta polega ną wykorzystaniu
części zbrojeń konstrukcji jako elek¬
trod, przez które przepuszcza się prąd
elektryczny i w ten sposób podnosi
temperaturę żelbetu. Umożliwia to
wykonywanie tego typu robót nawet
w czasie dość silnych mrozów.
Do dalszych osiągnięć zaliczyć rów¬
nież należy m. in. opanowanie pro¬
dukcji i systemu montażu wielkich
płyt stropowych o powierzchni 27 ni
kwadr-, produkcji nowego typu cegły,
tzw. sitówki oraz produkcji płyt ce¬
ramicznych używanych do wykony¬
wania elewacji. Przemyśl materiałów
budowlanych przygotowuje już pro¬
dukcję takich płyt.
Do doświadczeń, które zdobyliśmy
już przy budowie Paiacu, należy
również m. in. blokowy system mon¬
tażu zbrojeń i stosowanie nowej kon¬
strukcji rusztowań rurowych, bar¬
dziej wygodnych i ekonomicznych
niż dotąd u nas stosowane. Przemyśl
nasz podjął już produkcję tego typu
rusztowań.
Na teren Pałacu przybywają rów¬
nież nieprzerwanie coraz to nowe
wycieczki naszych inżynierów, tech¬
ników i robotników zapoznając się
bezpośrednio z pracą swych radziec
Budowa Pałacu Kultury i Nauki
Im. Stalina jest nie tylko szkolą
nowych metod i form pracy, które
są upowszechniane w całym na¬
szym budownictwie, lecz równo¬
cześnie i przede wszystkim jest
szkolą nowej formy budownictwa
— budownictwa wysokościowego.
W ciągu 3 lat budowy Pałacu na
jego rusztowaniach, u boku ra¬
dzieckiej załogi, rosną i kształcą
się nasze własne kadry budowni¬
czych, które wznosić będą dalsze
wysokościowe gmachy stolicy oraz
wysokościowe gmachy w innych
miastach naszego kraju.
Tylko wspólna walka robotników przyniesie zwycięstw
J.	.	■	m		linnorosie Zw. Za*
WIEDEŃ (PAP). Na popołudniowym _ yittorio.
15 bm. rozipoczęła się dyskusja nad refcra
Przewodniczący Konfederacji Mas
Pracujących Ameryki Łacińskiej, To-
ledano, podkreślił, iż na obecnym
Kongresie Amerykę Łacińską repre¬
zentuje 160 delegatów z 18 krajów,
podczas gdy na II Kongresie w Me¬
diolanie obecnych było tylko 21 de¬
legatów. Spośród 160 obecnych w
Wiedniu delegatów połowa reprezen¬
tuje organizacje związkowe nie nale¬
żące do ŚFZZ i do Konfederacji Mas
Pracujących krajów Ameryki Łaciń¬
skiej. W zakończeniu Toledano przed
stawił praktyczne' zadania, stojące
przed związkami zawodowymi Ame¬
ryki Łacińskiej.
Członek delegacji niemieckiej,
Keller wskazał, że wbrew reakcyj-
ftłosT w dyskusji na Kongresie Zw.
biosy w nys *
prawdziwą uemonrację, o tan,,’’
pokoju i beapteczeństwi „ *■
e — może zakony
Jeżeli rzeczywiście chcemy M
żyć kres toczącym stę
nie rinniKP'P Hn urukiieL..
nio-niemieckich zw. zaw., «*»•** *?* Pr«
botnieze Niemiec zach. nabierają nie
przekonania, że tylko zjednoczona ,vm sw.eci
klasa robotnicza Niemiec w soju- , pomyślnie.
Szu ze wszystkimi milującymi po-
kój ludźmi zdoła udaremnić plany
wojenne imperialistów amerykań¬
skich i niemieckich.
Członek prezydium Zjednoczonego
Kongresu Hinduskich Zw Zaw. Pra-
manik, który przybył na ^obrady^ !
nie dopuśc*ć do wybuchu og*
wojen, musimy wystąpi# w
czonym froncie zarówno w
narodowej, jak I miedzvn>r^^|-
W zakończeniu posiedzenia ot,,
charakterze obserwatora, cwwia”“yl’ I tano sprawozdanie komisji mand /'
zgadza się z oceną sytuacji zawar- ^ Kongresu
tą w referatach L. Saillanta	i I Na posiedzeniu przedpołudniom,
Vittorio. Walcząc przeciwko rozb J6 bm uchwalono protest prŁecjw?
i sekciarstwu, pragnietny	|	terrorowi i prześladowaniom.
wać klasę robotniczą na szerszej stosuje rząd francuski wobec
podstaw ę i zachować jej jedność kia- pracująCych Maroka.
Kener wsuazai, wo.cw	eoraco popieram
nej polityce kierownictwa zachód-1 sową. Dlatego	^		
Jak najszybsza i pełna repatriacja
jedynym słusznym rozwiązaniem problemu uchodźców
stiuierdza delegat polski id ONZ
Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa
Na porządku obrad: sprawa Triestu
NOWY JORK (PAP). — 15 bm. na
wniosek delegacji ZSRR zwołane zo¬
stało posiedzenie Rady Bezpieczeńst¬
wa. Na porządku dziennym znajdo¬
wała się sprawa mianowania guber¬
natora Wolnego Obszaru Triestu. Do
wniosku o zwołanie posiedzenia Rady
Bezpieczeństwa delegacja ZSRR do¬
łączyła projekt rezolucji w sprawie
mianowania gubernatora Wolnego
Obszaru Triestu.
Pierwszy przemawia! delegat St.
Zjedn. Lodge, który poddał krytyce
wniosek radziecki oraz projekt rezo¬
lucji ZSRR, odbiegając -daleko od
istoty zagadnienia.
Następnie zabrał głos wicemin. Wy¬
szyński, wykazując bezpodstawność
twierdzenia Lodge‘a, jakoby decyzja
rządów USA i Anglii w sprawie prze¬
kazania Włochom strefy „A" Wolne¬
go Obszaru Triestu miała na celu u-
regulowanie tego problemu zgodnie z
interesami pokoju. Cel tej decyzji —
oświadczył Wyszyński — był inny i
został pokrótce omówiony w wysu¬
niętym przez ZSRR projekcie rezo¬
lucji. Z drugiej strony wydarzenia,
jakie nastąpiły w Jugosławii, dowo¬
dzą, że w rzeczywistości decyzja USA
i Anglii spowodowała zaostrzenie na¬
pięcia, oo zagraża pokojowi i bezpie¬
czeństwu w tej części Europy.
Wicemin. Wyszyński podkreślił, że
St. Zjedn. i W. Brytania sw’ą decyzją
w sprawie Triestu naruszyły podsta¬
wową zasadę prawa międzynarodo¬
wego, która głosi, że trzeba bez¬
względnie przestrzegać postanowień
zawartych układów.
„Delegat amerykański twierdzi —
powiedział Wyszyński — że propozy¬
cje nasze pozostają w sprzeczności z
oświadczeniem Przewodniczącego Ra¬
dy Mipistrów ZSRR G. M. Maienko-
wa w sprawie pokojowego współist¬
nienia różnych systemów. Wprost
przeciwnie, proponujemy omówienie
sprawy Triestu właśnie dlatego, że
dążymy do pokojowego współistnie¬
nia z innymi państwami, i dlatego, że
chcemy usunąć wszystkie przeszkody,
jakie mogą powstać na tej drodze.
Nikt nie będzie przeczył, że jedną z
poważnych przeszkód tego rodzaju
jest sytuacja, która ukształtowała się
obecnie w rejonie Triestu".
Po oświadczeniu wicemin. Wyszyń¬
skiego Rada Bezpieczeństwa zatwier¬
dziła jednomyślnie porządek dzienny.
NOWY JORK (PAP). W Komisji do spraw socjalnych, humanitarnych
! kulturalnych Zgromadzenia Ogólnego NZ rozpoczęła się dyskusja na
sprawozdaniem Wysokiego Komisarza ONZ dla spraw uchodźców.
wiązania problemu uchodźców jest
ich jak najszybsza i pełna repatria¬
cja.
U podstaw działalności IRO, jak
również Wysokiego Komisarza do
spraw uchodźców leżą polityczne
cele kół rządzących USA polega¬
jące na wyzyskaniu uchodźców dla
potrzeb tzw. wojny psychologicz¬
nej 1 propagandy wojennej, na
doprowadzeniu uchodźców do sta¬
nu nędzy i deprawacji w celu łat¬
wiejszego wykorzystania Ich dla
zbrodniczej i dywersyjnej działalno
ścL
Belgia, Dania, Holandia, Szwecja,
Anglia i Urugwaj zgłosiły projekt
rezolucji, przewidujący dalsze istnie¬
nie urzędu Wysokiego Komisarza
przez okres następnych 5 lat począ¬
wszy od 1 stycznia 1954 r.
Przedstawiciel ZSRR Saksin stwier
dził, że wniosek w sprawie dalszego
utrzymywania tego urzędu oznacza
przedłużanie w nieskończoność ist¬
nienia problemu uchodźców.
Po przemówieniu delegata USA
Mayo, który wychwalał pomoc udzie
laną przez USA osobom „zbiegłym
z Europy wschodniej", zabrał głos
przedstawiciel Egiptu Azmi. Stwier¬
dził on, że Egipt oponuje przeciwko
przebywaniu w strefie Kanału Sues-
kiego będących na służbie armii
brytyjskiej Czechów i Polaków.
W dyskusji zabrała z kolei głos
przedstawicielka Polski Zofia Wasil-
kowska, podkreślając, że działalność
urzędu Wysokiego Komisarza dla
spraw uchodźców, jest sprzeczna z
uchwałami Zgromadzenia Ogólnego
NZ, godzi w żywotne interesy uchodź
ców i wymierzona jest przeciwko po¬
kojowej współpracy między naroda¬
mi. Zofia Wasilkowska wskazała, że
jedynym pozytywnym sposobem- roz-
Zalecenia w sprawie centralnego ogrzewania
Komunikat Urzędu Gospodarki Materiałowej
Centralny Urząd Gospodarki Materiało¬
wej, Zarząd do Spraw Paliw stwierdził, że
pomimo panującej obecnie łagodnej tem¬
peratury zewnętrznej, niektóre budynki
posiadające centralne ogrzewanie są nad¬
miernie i niecelowo przegrzewane.
W związku z powyższym Zarząd do
Spraw Paliw:
1 — zwraca uwagę na niecelowość pale¬
nia w tych dniach, kiedy temperatura ze¬
wnętrzna w dniu poprzednim o godiz. 21
wynosi około plus 10 st. C. lub jest wyż¬
sza. Palenie należy rozpoczynać, o ile w
ciągu 3 kolejnych dni temperatura zewnę¬
trzna o godz. 21 wynosiła poniżej plus 10 st.
C, a przerywać o ile temperatura ta o
godz. 21 w ciągu kolejnych 2 dni wynosiła
powyżej plus 10 st. C.
2 — wzywa do oszczędnego palenia w
dniach, kiedy warunki cieplne na to po¬
zwalają. Przy nagłym podniesieniu się tern
peratury zewnętrznej — palenie należy
przerwać.
3 — zaleca wydanie przez komórki odpo¬
wiedzialne za ogrzewanie w zakładach prze
myślowych, w gmachach urzędów i przez
administracje domów zarządzeń porządko¬
wych zmierzających do nieprzegrzewania
hal fabrycznych, biur i pomieszczeń miesz¬
kalnych w dniach, kiedy na to pozwalają
warunki atmosferyczne oraiz zaniechania
palenia w warunkach podanych w pkt. 1 1
2. Temperatura w ogrzewanych pomiesz¬
czeniach powinna wynosić plus 18 st. C.
4 — zwraca się do rad zakładowych, ko¬
mitetów blokowych i społecznych komisji
kontroli gospodarki materiałowej paliwami
Powołanie
„komisji dobrych usług“
NOWY JORK (PAP). — Specjalna
Komisja Polityczna na posiedzeniu
15 -bm. uchwaliła jednomyślnie 60
głosami projekt rezolucji Peru w
sprawie przyjęcia nowych członków
do ONZ.
Jak wiadomo, peruwiański projekt
rezolucji przewiduje utworzenie ko¬
misji „dobrych usług", która ma o-
mówiić z Radą Bezpieczeństwa spra¬
wę kandydatur nowych członków do
ONZ.
Następnie odbyło się głosowanie
nad poprawkami do tego projektu re¬
zolucji. Poprawka radziecka, przewi¬
dująca, że komisja „dobrych usług"
przedstawi swe sprawozdanie na VIII
sesji Zgromadzenia Ogólnego, zo¬
stała odrzucona. Poprawka Liba¬
nu, która głosi, że komisja „do¬
brych usług" przedstawi swe spra¬
wozdanie na VIII sesji Zgromadzenia
Ogólnego lub najpóźniej na IX sesji
została przyjęta. Glosowały za nią 23
delegacje, m- in. delegacja ZSRR,
aby odroczyć glosowanie do zakoń¬
czenia pracy komisji „dobrych u-
slug". Przedstawiciel ZSRR, Malik,
wyrazi! na to zgodę.
Sytuacja
terytoriów zależnych
NOWY JORK (PAP). — W Komi¬
sji Powierniczej Zgromadzenia Ogól¬
nego NZ toczy się dyskusja nad sy¬
tuacją terytoriów zależnych.
Zabierając głos w toku dyskusji,
delegat polski, amb. J. Winiewicz o-
świadczyl, że to, co się dzieje na te¬
rytoriach zależnych, potwierdza jak
bardzo istotne są postanowienia roz¬
działu XI Karty NZ, wymagające z
jednej strony wszechstronnego popie¬
rania rozwoju ludności terytoriów za¬
leżnych w kierunku niepodległości,
a z drugiej strony nakładające na
państwa, które sprawują administra¬
cję tych terytoriów, obowiązek nad¬
syłania sprawozdań o ich rozwoju.
ONZ powinna stać na straży tych
zasad zawartych w Karcie NZ. De¬
legacja polska — oświadczy! amb
Winiewicz — pozostanie wierna tym
zasadom 1 w myśl tych zasad usto¬
sunkuje się do problemów, które
wypłyną przy rozpatrywaniu obec¬
nego punktu porządku dziennego.
W dalszym ciągu dyskusji nad
feratem Di Vittorio pierwsza p^,
mawiała H. Branche z Trinidada.
K/eśląc obraz straszliwego terroru
jaki stosują brytyjskie władze yj
nialne na wyspach Morza Rarajk
skiego i w Gujanie Brytyj,^
Branche oświadczyła:
Armaty okrętów wojennwi
wysianych przez Anglików pJ
ciwko ludności Gujany, wymi(nł
ne są przeciwko nam wszyitkjn
Wzywamy ONZ, aby stanowcioa
protestowała przeciwko meiodj,
naszych „protektorów". Brana,
podkreśliła jednocześnie, ie prjt
zastraszenia mas pracujących lut
Zachodnich brytyjską potęgą m
Urną nie powiodły tlę. Wamotj
ly one jedynie ich gotowość *
walki z uciskiem.
Następnie witany owacyjni* pra
uczestników Kongresu, wchoda g
mównicę sekretarz . Wszechrwipb
wej Rady Związków Zawodowe
Solowiow. Podkreśla on, ź* radiu
kie związki zawodowe w pełni j,
pierają program SFZZ Jako donlait
czynnik umocnienia ruchu robota
czego w krajach Kapitalistycznych
pomocy narodom kolonialnym w ii
walce wyzwoleńczej.
Sekretarz zw. zaw. Maroki Mii
roude zapoznaje delegatów i row
jem ostatnich wydarzeń w Marti.
Terror władz kolonialnych
stwierdza mówca —-nie
mić potężnego ruchu
ciowego. Imperializm
znajduje się na wulkanie,
przyspieszą tylko w Maroku
rżenie szerokiego frontu sil
imperialistycznych.
stałymi i gospodarki cieplnej o roztocza-	r> if n w >
nie nadtzoru społecznego nad gospodarką UortK, BołtH, dolski, uzecnosiowa-
pailiwami stałymi (węglem i koksem) w ce¬
lu oszczędnego ich zużywa.nia.
5 — zwraca uwagę, że ogrz.ewa>nlie po¬
mieszczeń w budynkach, gdzie nie są u-
szczelinione i zabezpieczone przed stratami
ciepła okna, drzwi wejściowe do mieszkań
i na klatki schodowe oraz bramy do hal
fabrycznych powoduje spadanie nadimieir-
nych i'lości opału bez korzyści dla użytiko-
cji, Indii, Syrii, Arabii Saudyjskiej.
Przeciwko tej poprawce glosowało 11
delegacji, m. i,n. — USA, Anglii, Bel¬
gii, Kanady i Holandii. Wstrzymały
się od głosu 23 delegacje.
Na wniosek delegacji brazylijskiej
Specjalna Komisja Polityczna jedno-
wników. Dlatego we wszystkich budyń- j myślnie postanowiła zatwierdzić ko-
kach u szczelinie nie i zabezpieczenie przed | mnisie dobrych USłUg'
strątami ciepła jest wairunkiem zasadni- '	”
czym do utrzymania wymaganej tempera¬
tury i powinno być sprawnie przeprowa¬
dzone. Dotyczy to również otworów okien¬
nych na poddaszach i w piwnicach.
Przestrzeganie powyższego pozwoli na
celowe i lepsize wykorzystanie węgla 1 kok
su przeznaczonego do centralnego ogrze¬
wania w zakładach przemysłowych, urzę¬
dach i budynkach mieszkalnych w okresie
mrozów.
w skladziie
Egiptu, Holandii i
przedstawicieli
Peru.
Następnie odbyło się głosowanie
nad projektem rezolucji radzieckiej,
przewidującej przyjęcie do ONZ
pięciu krajów — Bułgarii, Węgier,
Rumunii, Finlandii I Włoch. Dele¬
gat Filipin, Lopez, zaproponował,
Powołanie komisji ifucliownytl
i śirieckich działaczy katolickich
przy Ogólnopolskim Komitecie Frontu Narodowego
Na wniosek duchownych i świec-1 ks. d,r B. Kulawik (Warszawa), r'
kich działaczy katolickich, biorących dr T. Lehr-Splaw'.ński (Kraków), a
udział w pracy Frontu Narodowego, prezes A. Lemparty (Warszawa), ii
zos-tała powołana Komisja duchów- prob. S. Owczarek (Warszawa), i.
nych i świeckich działaczy katolic¬
kich przy Ogólnopolskim Komitecie
Frontu Narodowego. Odpowiednie
Komisje mają być powołane również
przy Wojewódzkich Komitetach Fron | szawa), ks. dziekan R. Szemraj (Wi'
tu Narodowego.	■ szawa), ks. regens dr J. Tomasze®'
15 bm. odbyła się w Warszawie i (Nysa), ks. B. Woźny (Kraków), Iś
Piasecki (Warszawa), red. Z. Pnw
kiewicz (Warszawa), ks. dr W. Rata
(Warszawa), prof dr S. Skwircip
ska (Łódź), ks. red. M. Suwała (Wi'
konferencja duchownych i świeckich
działaczy katolickich, na której u-
konstytuowała się Komisja i wybrano
Prezydium, w następującym skła¬
dzie:
dziekan H Zalewski (Wrocław).
CZŁONKOWIE:
red. T. Anderszewski (Warsa®*!
red. L. Barszczewski (Warszawa), to
radca J. Bariel (Bydgoszcz), te ^
Bartoszewicz (Bial ystok), red. L. Br>
dowski (Opole), ks. kanonik S. 01
unik k
_ i QHi
tarz (Warszawa), ks. radca M. Ba-1 necki (Szczecin)!" ks.' dziekan L. Dra*'
Z marynarzami radzieckimi
po Warszawie
pOBYT w Warszawie rozpoczęli
marynarze od złożenia wieńca pod
Pomnikiem Braterstwa Broni, sym¬
bolizującym wspólną walkę żołnie¬
rzy radzieckich i polskich z faszyz¬
mem. W milczeniu skłoniły się gło¬
wy, twarze obłekły się powagą.
Ale i inne pomniki oglądaliśmy
wraz z nimi wczoraj w Warszawie
Pomniki, których widok rozjaśniał
twarze, opromieniał je uśmiechem i
radością. Pałac Kultury i Nauki —
pomnik wieczystej przyjaźni narodu
radzieckiego dla narodu polskiego
fabryka Kasprzaka — pomnik twór¬
czej pomocy fachowców radzieckich
I Muranów, gdzie radzieckie koparki
uprzątnęły cmentarzysko gruzów i
gdzie wyrosło nowe życie; i Stare
Miasto, i MDM... Ktoż zresztą zdoła
te wszystkie pomniki wyliczyćt
By one rosnąć mogły, by życie roz¬
kwitało w Warszawie i potężniała
nasza ojczyzna, żołnierz radziecki
wespół z żołnierzem polskim krew
przelewali.
*
Wskrzeszony z ruin Rynek Staro¬
miejski powitał marynarzy rumieńcem
fukierowskiej czerwieni, uśmiechem
rzeźb, co z wykuszów kamienic sła¬
ły gościom pozdrowienia. Marynarze
głośno wypowiadali słowa zachwytu.
Urzekło ich piękno wiekowych ka¬
mieniczek, urzekł pietyzm, z jakim
jt odbudowano.
Zwiedzamy Muranów, imponujący
rozmachem, oglądamy Plac Konsty¬
tucji.
— Piękna jest wasza stolica —
mówi starszy lejtenant Paweł Sawiel-
jew. — Jestem po raz pierwszy w
Warszawie, ale znam ją z filmu
„Miasto nieujarzmione". Widziałem
ogrom zniszczenia, ogień, który tra¬
wił Warszawę, i ruiny. Warszawa
jest mi bliska, choć moje rodzinne
miasto — Stalingrad — dzielą od
niej tysiące kilometrów. Jest mi bli¬
ska, bo tak samo jak Stalingrad zni¬
szczona przez faszystowskich barba¬
rzyńców, tak samo jak Stalingrad
odbudowuje się, zachwyca pięknem
nowej architektury i urokiem zabyt¬
ków, którym przywrócono życie.
A kapitan II rangi, Kozakow, mó¬
wi:
— Byłem to Warszawie w 1946 i
1947 roku, widziałem wasze miasto
w gruzach, chodziłem ulicami,
wzdłuż których ciągnęły się rumowi¬
ska. Dziś jestem olśniony jej odbu¬
dową. Podziwiam, że w tak krótkim
czasie tyle zrobiliście,
*
Na Placu Konstytucji tłum prze¬
chodniów otoczył marynarzy. Uściski
dłoni, uśmiechy na twarzach, rozmo¬
wy.
— Gawaritie pa polski! Ja poni-
maju.
— Mówcie po rosyjsku. My rozu¬
miemy.
Mówią więc po po\sku, mówią po
rosyjsku — { rozumieją się nawza¬
jem, i częstują się wzajem papiero¬
sami.
A obok, marynarz - komsomolec
wymienia z ZMP-owcem znaczek or¬
ganizacji.
— Ja Nikita, a wy7
— Janek.
Kiosk na placu oblężony. To świe¬
żo zbratani przyjaciele ofiarowują
swym druhom fotografie z Warsza¬
wy. Marynarze przeglądają je, wy¬
pytują o poszczególne obiekty, żywo
się nimi interesują.
— Zawieziemy je do domu — mó¬
wią — i będziemy do nich wracać
często, by wspominać miłe chwile,
spędzone w Warszawie.
*
Ludność Stolicy Polski serdecznie
toita swych radzieckich gości. Ser¬
decznie witają ich dzieci. Na Cmen¬
tarzu żołnierzy radzieckich, maryna¬
rza Iszwindi z dalekiej Baszkirii oto¬
czyły zbitą gromadą dzieci, jedno
przez drugie cisnąc się do niego i je-
go kolegi.
Dziewczynka, licząca nie więcej
niż 9 lat, wpatruje się w otok na
czapce i sylabizuje; ,^ał-tyj-skij
Flot", a potem z rozradowaną miną
tłumaczy koleżankom:	„To znaczy:
Flota Bałtycka".
A marynarz pyta: Ot kuda ty zzia¬
jesz russki?
— Uczyłaś' — mówi dumnie.
— Ja też umiem, ja też umiem —
wyrywają się jedno przez drugie,
rzucając oderwane słówka.
A gdy nadchodzi pora odjazdu,
dzieci nie chcą wypuścić swych go¬
ści.
— Obywatelu towarzyszu, niech to¬
warzysz przyjdzie do nas do szkoły,
na Raśzyńską. To niedaleko.
*
Nie pojechaliśmy	na Raszyńską,
bowiem w programie była wizyta w
Politechnice. Młodzież studencka
przyjęła marynarzy niezwykle ser¬
decznie, z tą samą zresztą serdeczno¬
ścią, z którą marynarze witani byli
wszędzie, gdzie się pojawili.
Inna grupa marynarzy odwiedziła
Dom Słowa Polskiego, a jeszcze in¬
na — Zakłady Kasprzaka.
Gorącymi i hucznymi oklaskami
robotnicy powitali radzieckich przy¬
jaciół. Podobnymi oklaskami odwza¬
jemnili się marynarze. A potem, po
zwiedzeniu działów produkcyjnych
fabryki, kapitan II rangi, Kozakow,
dziękując za serdeczne przyjęcie, mó¬
wił o wspólnej walce narodu polskie¬
go i radzieckiego o pokój, mówił o
wieczystej przyjaźni między Związ¬
kiem Radzieckim, Chinami, Polską i
wszystkimi pozostałymi krajami de¬
mokracji ludowej.
Ktoś chciał tłumaczyć to przemó¬
wienie na język polaki, ale z sali
podniosły się głosy: „Nie trzeba, ro¬
zumiemy!"
Tak, nie trzeba tłumaczyć tych
słów. Są one zrozumiale dla wszyst¬
kich Polaków; ich treść jest wspól¬
na obu naszym narodom, jak wspól¬
na jest treść pieśni, która kończy to
spotkanie: Międzynarodówka/	(LK)
*
Już wieczór zawisł nad Warszawą
gwiaździstą choiną Pałacu Kultury,
gdy witała was Wojskowa Akade¬
mia Techniczna. Szliście — wąską
ścieżynką między gęstymi szeregami
PREZYDIUM:
ks. prof. dr J. Czuj, dziekan Wydz. 	
Teologii Katolickiej U.W. — prze-' pecki (Rzeszów), ks! kanonik i
wodn.czący, red. R. Reiff — sekre- Chlastawa (Lublin), ks. dr
,	-	'■	ra<^ca	M. Ba- necki (Szczecin), ks. dziekan
nach (Opole) poseł J. Dobraczyński Cen (Zielona Góra), ks. prob. AJ"
(Warszawa), dr J. Hagmajer (Warsza j kier (Gdańsk). T. Englert, kier. &
wa), ks prof. dr S. Huet (Kraków), *tytutu Wydawniczego „Pax' (WP
ks. rektor dr J. Iwanicki (Lublin).; S2awa), p^, j. Frank0y>ki (Win*
ks. prof. dr K. Kłosak (Kraków), I wa)t prof jp L. Halban (Lublin). P
1 sel D. Horodyński (Warszawa), j“
, .	I dziekan A. Hrulew.cz (Lódż). »
żołnierskich postaci. Szliście w czar- kanclerz W Jabłoń.-ki (Wrocław),*1
nych marynarskich uniformach, po- kanonik P. Jaroszek (Wrocław), »
kieślonych złotem dystynkcji, z prałat T. Jarzębski (Kielce), ks
biało-mebieskimi rqbkami koszulek dr J Keller (Lubi n) red. W. &
nu piersiach. Szliście - uśmiechnij trzyńsk, (War^wa) red. J. K'
ci serdecznie i jakby trochę onie- (Warszawa) ks nrałat P. Kc
l?owvni' Rękamit unies}™vmi nad {Poznań), ks. dr’S. Kotarzewski
- b"‘° - po': m *•
*	|	ks. prof. dr S. Kowalski (WarsH®'
Byl wśród was czarny, wesoły' ks. prałat P. Kowolik (Stalmoirt^
chłopak ze złotą wstążką na ra¬
mieniu. Pewnie Gruzin — smagły
i żywo reagujący na wszystko. Byl
też blondyn, taki ze słomianymi wło¬
sami — że nie zgadniesz — z Ma¬
zowsza on, czy spod Kijowa?
Niespodzianie, nie wiedzieć skąd 	
tutaj wśród samych mundurów 	
dziewczynka, ośmiolatka z długi¬
mi warkoczami. Pochylają się ku
niej, ona ogląda czapki i coś poka¬
zuje. Śmieją się.
Ciekawość nie schodzi z marynar-
red. J. Krasicki (Warszawa), te- Pf
lat J. Kroczek (Warszawa), ks-
kan dr T. Kruszyński (Kraków),
prof. dr W. Kwiatkowski (War*zs»J
prof. dr A. Kunicki (Lubin), rw.
Kurzyna (Kraków), ks. dziekan f. '.
tewka (ftodź), poseł K. Lub'f“
(Warszawa), red. T. Mazo*^
(Warszawa), red. A. Micewski ń*
szawa), prof. dr K. Morawski DJ
blin), ks prob. A. Mydlarz (Kc>f88Lj
ks. prof. dr M Myrcha (WarsW^
ks. kan. W. Olech (Lublin),
skich twarzy. Balet Domu Wojska R- Pietruski (Wrocław), ks. 'nf'J,
przewija się na estradzie, jakbu Piskorz (Wrocław), ks. dziek8L!
A	2	barwy	i	ruchu	Placek (Łódź), dr A Rogalski (P
„SkśTi Pt°s 1 ~ te śPiewne' TO- j nań), ks. prob. T. Romaniuk
loesołe spod Krakowa szawa), red. M. Rostworowski (* .
czy z Kujaw
i polskie.
tańce — rosyjskiej szawa). prof. dr J Sajdak (?-
ks. A. Sarrach (Gdańsk), ks. Bras
ATn „„t	7	.	■rv-	^arracn	(uamsKj.	-jf.
Prie? Ini €	radzieccy!	ruieńciów	(Wrocław),	ks.	inf.
Nnd ~rZL Pr eWają si? oklaski, rosławski (Tarnów), ks. kanon*
pamięta. Śpiewają swoje pieśni
red. T.
tyckich marynarzach' i ^ dziarskiea' PrC>f' dF J' SvkulsW *
krakowiaka. Tańczą z -	0
mistrzowsku.
werwą, po
Przemknie godzina, dwie i nie do¬
strzeżesz nawet. Wyjść
bVKlllSKI »**■ ty.
ny (Warszawa))
(Wrocław),
(Kielce)
Tzejmą noc. gdzie na ciemnym nie¬
bie, obok gwiazd - wysoko nad
wi,d„	iakal
serdeczne słowo — przyjaźń. (JAR)
Szczeń, ,
dziekan A Sznip (Wrocław),
J- Sliwakowsk
K. Tokarz (Opole), ks. n.
(Kraków), ks. kanonik K
(Warszawa), ks. dzekan R- j-i
(f^Sdź). prof. dr Z Woje'?™0
(Poznań). poseł dr A.
(Lublin), ks. prof. L. Zlenw*
nań), red. J. Zabłocki (WarsU***
Skrzydła niosą urodzaj
kiwanial owadobójczych płynów w walce * szarańczą, która od wieków niosła kle-
gkę środkowej Azji i południowo-wschodnim obszarom Rosji Europejskiej
Wspamałe wymkl watki z szarańczą sprawiły, że zacząto posługiwać się lot¬
nictwem w takich akcjach, jak: zasilanie gleby sztucznymi nawozami, niszczenie
chwastów, zwalczanie cliorob roślin, walka ze szkodnikami leśnymi, a nawet tę¬
pienie komarów roznoszących malarię.	'
\y Polsce zastosowano 5 lat temu
na wielką skalę samoloty do opylania
lasów w walce z niszczącą drzewostan
fcarczatką-sosnówką i osnują gwiaź
dzistą. Skuteczne okazało się też uży¬
cie już przed kilku laty lotnictwa w
gkcji zwalczania stonki ziemniaczanej.
W roku bieżącym w całym kraju,
a szczególnie w województwach za¬
chodnich, samoloty brały poważny u-
dzial w mszczeniu stonki na polach,
zaatakowanych przez tego szkodnika
po opyleniu przez samoloiy pola ziem
niaczanego, silnie zaatakowanego przez
stonkę, nie znaleziono ani jeanego ży-
wego okazu tego szkodnika. Samoloty
opyliły — w czerwcu j lipcu br. —
około 10 500 ha pól ziemniaczanych w
woj. szczecińskim, poznańskim i zie¬
lonogórskim.
Zastosowanie samolotów, jako no¬
woczesnej „maszyny rolniczej", nie
ogranicza się u nas bynajmniej do
akcji przeciwszkodn.kowej. W więk¬
szych zespołach rolnych samoloty uży¬
wane są coraz częściej do rozsiewania
nawozów sztucznych. W zespole PGR
Machnów (woj. lubelskie) samoloty
PLL ,.Lot“ rozpyliły wiosną br. nawo¬
zy sztuczne na obszarze 4000 ha. Kon¬
trola wykazała, że nawozy sztuczne
ułożyły sią bardzo równomierną war-
Laureaci Nagród Państwowych
Otosklerozę — chorobę ucha wewnętrznego
likwiduje zabieg chirurgiczny
atwą.
.Technika opylania pola wygląda na
stępująco: samolot leci nad ziemią, na
wysokości ok. 5 m. Przebywszy wska¬
zany odcinek, samolot zawraca i prze¬
latuje w odwrotnym kierunku. Ma¬
szyna powinna lecieć tak, aby nowa
smuga proszku legia ściśle obok po¬
przedniej. Dlatego na końcach opyla¬
nego pola ustawia się ludzi z tarcza¬
mi sygnałowymi. Pilot prowadzi sa¬
molot dokładnie według łych znaków,
a sygnaliści, przepuściwszy samolot,
przechodzą na nas,ępną linię, aby ca¬
łe pole byi0 równomiernie opylone.
Opylanie z samolotów może być
wykonywane tylko od świtu do go¬
dziny 8—9 rano, a nad wieczorem ao-
piero na 2—3 godziny przed zapadnię¬
ciem zmroku. W ciągu dnia, wskutek
operacji słońca, występują silne pio¬
nowe ruchy pow.euzne. Te wstępują
ce prądy pow.etrza powodują, że pro¬
szek nie opada bezpośrednio na zie¬
mię, lecz utrzymuje się przez czas
dłuższy w powietrzu i może być u-
niesiony na inne miejsce.
Racjonalne wykorzystanie samolotu
w rolnictwie jest możliwe jedynie w
warunkach wielkiej gospodarki rol¬
nej — spółdzielczej lub państwowej.
Dlatego w miarę socjalistycznego
przekształcania się naszej wsi wzra¬
stać będzie zastosowanie tej najnowo¬
cześniejszej maszyny rolniczej.
J. Kęd*
Gabinety do badań chorych, to ca¬
łe pracownie fizyczne, wyposażone w
różne aparaty i urządzenia, elektrycz¬
ne i elektronowe. Spośród urządzeń
służących do badania chorych, zwra¬
ca uwagę fotel, obracający się jak
karuzela dokoła pionowej osi. Pa¬
cjentowi „zawraca się" tu sztucznie
głowę, aby przekonać się o stanie je¬
go zmysłu równowagi, związanym z
uchem wewnętrznym. A specjalne a-
paraty lampowe, tzw. audiometry,
służą do mierzenia siły słuchu.
Prof. Miodoński jest specjalistą w
dziale chorób uszu, nosa i gardła,
wybitnym operatorem, a ponadto
pracuje na tym polu naukowo. Po
studiach odbytych na uniwersytecie
krakowskim i po praktyce na róż¬
nych kl.nikach w kraju i za granicą
objął w r. 1934 kierownictwo kliniki
krakowskiej i katedry wspomnia¬
nych chorób. W roku 1945 został
mianowany członkiem - koresponden¬
tem Polskiej Akademii Umiejętności,
a następnie — PAN.
Dorobek naukowy laureata składa
się z 75 prac fachowych, opublikowa¬
nych w licznych pismach naukowych
kraju i zagranicy.
OTOSKLEROZA
Specjalną sławą cieszy się prof.
Miodoński, jako niezwykle zręczny
chirurg. W roku 1946 dokonał on w
Polsce pierwszej w ogóle operacji
otosklerozy.
Nauki ścisłe, Jak chemia	t fizyka,	Jut od	dawna zajmują poważne miejsce
w rozpoznawaniu 1	leczeniu	chorób.	Chemiczne analizy rótnych wydzielin, ba¬
danie ciśnienia krwi, chemlterapia czyli leczenie lekami sporządzanymi wedle za¬
sad chemtl, roentgen, rad, Izotopy promieniotwórcze, elektrolecznlctwo — oto
kilka próbek, przytoczonych dla ukazania roli chemii 1 fizyki, względnie tech¬
niki w medycynie.
Takie 1 podobne myślt nasuwają się, gdy WTaz z profesorem dr Janem Mio¬
dońskim, tegorocznym laureatem nagrody państwowej w dziale medycyny, oglą¬
dam codzienny Jego	warsztat	pracy —	klinikę	chorób uszu, nosą 1 gardła w Kra¬
kowie. Laureat Jest	jej kierownikiem	Jut od	blisko 20 lat l większość urządzeń
powstała tu z Jego Inicjatywy.
Stara walcownia w Maleńcu
cennym zabytkiem przemysłouiym
W badaniach odwiecznej kultury narodowej — równą Jak dzieła sztuki — war
tośf mają stare urządzenia przemysłowe, kopalnie 1 huty. kuźnice i młyny, fo¬
lusze. tzy tarlaki. Zabytków takich niewiele pozostało z naszej przeszłości, tym
więc są dla nas cenniejsze, stanowią bowiem żywy przykład sposobu produkcji,
Jakim posługiwali się nasi przodkowie w danym okresie historycznym.
Osada przemysłowa Maleńca prze-
Na zabytki dawnej wytwórczości
konserwatorzy nasi baczną zwrócili
uwagę. Badają je, inwentaryzują i o-
taczają troskliwą opieką. Znajdują się
one na terenie całego kraju, ale bodaj
najobficiej na ziemiach tzw. „Staro¬
polskiego Zagłębia Przemysłowego",
w okolicach Gór Świętokrzyskich,
gdzie od wieków dobywano znakomi¬
ty budulec (piaskowiec szydłowieciki),
gdzie kopano rudę, wytapiano z mej
żelazo i przerabiano je w kuźnicach*)
i walcowniach, gdzie istniał odwieczny
przepnrsł garncarski (Iłża).
Od dawna też umiano wykorzysty¬
wać-bieg spadających z Gór Święto¬
krzyskich dopływów Pilicy (Czarna) i
Wisły (Biebrzai Nida) spiętrzając ich
wody.
Północny skraj pasma Gór Święto¬
krzyskich wykazuje szczególnie boga¬
te ślady dawnej wytwórczości prze¬
mysłowej. Ubogie gleby powiatów ko-
Otoskleroza nie ma nic wspólnego ze
sklerozą naczyń krwionośnych. rolega
ona na skostnieniu wiązadeł w okienku
błędnika (labiryntu), tj. części ucha we¬
wnętrznego. Okienko zostaje zamknięte 1
nie przepuszcza fal głosowych, chory do¬
znaje więc bardzo silnego osłabienia słu¬
chu. Chorobę tę można w pewnej mie¬
rze przyrównać do katarakty oka, gdzie
skutkiem zmętnienia soczewki ocznej
światło nie może dostać się do siatków¬
ki, aby wytworzyć tam obraz.
Zabieg operacyjny polega na wycięciu
w osłonie kostnej błędnika nowego o-
kienka. przez które glos może bez prze¬
szkód dostać się do ucha wewnętrznego,
aby z kolei wywołać w mózgu wraże¬
nie głosowe.
Operacją otosklerozy składa się z
kilku etapów. Wycięte okienko ma
powierzchnię zaledwie dwu milime¬
trów kwadratowych, dlatego praca o-
peratora musi być wykonywana pod
mikroskopem. Część zabiegu opera¬
cyjnego odbywa się pod wodą, aby
wiotkie i delikatne części błędnika
utrzymać w stanie wyprostowanym
dzięki działaniu wyporu wody.
POLSKIE ŻARÓWKI
DO WZIERNIKOWANIA
Do badania chorób gardła 1 tcha¬
wicy stosuje się wziernikowanie, czy¬
li oglądanie wnętrza tych przewodów
przez wzierniki, po uprzednim oświe¬
tleniu terenu badania malutkimi
lampkami elektrycznymi. Lampa taka
jest mniejsza od połówki zapałki.
Ze swej praktyki lekarskiej w tym
zakresie opowiada prof. Miodoński
interesującą historię na dowód, jak
wielkie wynalazcze możliwości tech¬
niczne tkwią w szeregach naszych
inżynierów i techników.
Przed paru laty, mianowicie, mial
prof. Miodoński w leczeniu na swej
klinice pacjenta, który zainteresował
się owymi malutkimi żaróweczkami
do endoskopii i oświadczył, że spró¬
buje je wytworzyć w kraju. Prof. Mio
doński odniósł się wprawdzie do tego
pomysłp z należnym sceptycyzmem,
ale na nalegania pacjenta dał mu je¬
dną lampkę na wzór j udzielił wszel¬
kich fachowych wyjaśnień.
Po kilku miesiącach do kliniki nad¬
szedł pakiet, zawierający... 300 sztuk
żaróweczek, lepszych niż zagraniczne
bo wypełnionych gazem, a nie —
próżniowych. Pacjentem, który doko¬
nał takiego majstersztyku, był ini,
Cyryl Litwiński, wówczas dyrektor
fabryki żarówek w Stalinogrodzie.
Niestety, skończyło «ię na tej pierwszej
a wspaniałej próbie, gdyż zespół twór¬
czych współpracowników Litwińskiego,
niebawem rozproszony został po całym
kraju, podejmując Inne prace, a 1 sam
Litwiński przeszedł na Inną placówkę.
Zarówno wspomniane żarówki do en¬
doskopii, Jak i Inne urządzenia na kli¬
nice prof. Miodońskiego, wymagają na¬
pięcia niskiego, zaledwie sześciu woltów.
Założona więc została dodatkowo nisko-
woltowa sieć w pokojach chorych, a zwła¬
szcza w salach opeiacyjnych.
Teoretyczne i praktyczne osiągnię¬
cia prof. Miodońskiego są tym god¬
niejsze podkreślenia, ze wyposażenie
techniczne jego kliniki nie jest jesz¬
cze w peini zadowalające, daje się
bowiem jeszcze we znaki brak np.
mikroskopów operacyjnych, aparatu¬
ry pomiarowej czy części zamiennych
do aparatów od dawna funkcjonują¬
cych.
Jego wysiłki zostały należycie oce¬
nione przez rząd Polski Ludowe):
uczony uzyskał nagrodę państwową
specjalnie za wyniki osiągnięte w
badanu i leczeniu otosklerozy.
E.' Biaioborski
Prof. dr. Jan Miodoński
trwała katastrofę powstania r. 1794 i
w r. 1839 zakład tamtejszy został prze¬
budowany, czy odbudowany dla no¬
wych zadań. Odtąd był on też czyn¬
ny, jako walcownia żelaza aż do r.
1939, tj. przez lat sto, choć właściciele
zmieniali się, urządzenia niszczały,
trzebione lasy nie mogły już dostar¬
czać dostatecznych ilości węgla drzew
nego hutnictwu, zapasy rudy wyczer¬
pały się, a przemysł żelazny rozbudo¬
wał się w innych ośrodkach. I nawet
wojnę ostatnią przetrwał Malemec.
Walcownia, założona w r. 1784, wyra¬
bia dziś, w r. 1953, łopaty. Ten więc
żywy pomnik dawnego budownictwa
przemysłowego liczy sobie 169 lat Ist¬
nienia.
Urządzenia techniczne Maleńca są
do pewnego stopnia unikatem, zabyt¬
kiem muzealnym. Stary, drewniany
budynek zachował dawne wrota z da¬
tą 1839 roku na zamku. Stoi tu ma¬
szyna do walcowania z r. 1843 oraz
piec do rozgrzewania żelaza, przezna¬
czonego do walcowania. W tylnym
murowanym budynku mieszczą się o-
brabiarki.
Dwa koryta wodne obejmują ten ze¬
spół budynków. Jedno z nich, dziś już
nieczynne, poruszało koło wytwórni
łańcuchów. Drugie koryto pracuje do
dziś. Wmontowane tu koło napędowe
osadzone jest na okutym wale drew¬
nianym, a wewnątrz oudynku obsa¬
dzone jest duże, . również drewniane
koło zębate. Porusza ono mniejsze,
drewniane koło zębate, uruchamiające
walcownię i wał wprawiający w ruch
ooiaDiarKi.
Te drewniane koła zębate, sięgają¬
ce bardzo dawnych czasów, do dziś
pracują i to intensywnie. A materiał,
z ktorego są one wyzouane, jesL Kru¬
chy, zachodzi więc obawa o całość
tych muzealnych dziś koł. Stara, za¬
bytkowa walcownia, licząca blisko sto
siedemdziesiąt lat, winna pracować
dziś raczej na „zwolnionych obro¬
tach", by zabytkowe jej urządzenia
rue zostały naruszone.
. Walcownia w Maleńcu bowiem, ja¬
ko muzeum pod opieką Ministerstwa
Kultury i Sztuki (podobnie jak zakła¬
dy w pobliskiej Sielp ) jest cenną po¬
mocą naukową w szkoleniu młodzie¬
ży naszycn szKÓł technicznych. Jest
też dokumentem, świadczącym o
Wkładzie Polski do skarbnicy techniki
światowej, tym cenniejszym, iż o
wkładzie tym nie mogą dziś mówić
zniszczone potwornie przez woj-aę o-
statmą nasze archiwa.
Karol Koźmiński
•) Kuźnice, w których surowiec żelazny
przerabiany Jest na żelazo sztabowe.
Nauka wspiera
naszych lasów
Rozporządzenie Rady Ministrów z 21.X.1947 r. dało podstawę prawną Białowie¬
skiemu Parkowi Narodowemu. Tym aktem stworzono w Białowieży ogromne, żywe
muzeum przyrody, wielkie laboratorium naukowe i nadzwyczaj ciekawy obiekt tu¬
rystyczny.
Białowieski Park Narodowy zajmuje obszar 4.606,40 ha. Obowiązuje tu zasada,
Iż człowiek nie wtrąca się (z wyjątkiem rezerwatu zwierzęcego) do gospodarki na¬
tury. Toteż zwalony wiatrem świerk-ol brzym będzie leżał, aż zgnije i rozpadnie
się w próchno. Wiele innych; stojących jeszcze lecz już uśmierconych przez korni¬
ka, zwali się takie, by nasionom wszelkiej roślinności dać pożywkę do pięcia się
w górę ku słonecznemu światłu.
Nie wolno stąd wynosić nawet gałą zki, nie wolno tu poLować, zbierać grzy¬
bów i Jagód, nie wolno wycieczkom hałasować.
Trzeba się tu zachowywać, jak w
świątyni. Jej kapłani — naukowcy,
przyrodnicy i badacze uprawiają tu
swe „misteria" w skupieniu i powa¬
dze- I niejednokrotnie w niebezpieczeń
stwie życia. Np- codziennie o godz. 7
12 i 21 trzeba z trzech podokapowych
stacji meteorologicznych „zrobić od¬
czyt" warunków klimatycznych. Sta¬
cje umieszczone są na różnych wyso¬
kościach drzewa: — pierwsza 5 cm
nad ziemią, ostatnia na wierzchołku.
W czasie burzy, kiedy pioruny biją w
szczyty leśne, a wicher łamie potężne
pnie i konary, pracownik naukowy
n-e może „odczytu" przełożyć. Dźwiga
się więc w koronę drzewa, chociaż
O nowe rozwiązanie parku
w Żelazowej Woli
ziemia pod nim staje dęba i punktual¬
nie o godz. 7, 12 i 21 notuje stopnie
Celsjusza.
Inni mierzą temperaturę gleby na
głębokości od 5 cm do pół metra-
I choćby w zimie uszy odpadały,
choćby śnieg zasypał wykroty powy¬
żej twego wzrostu — pracownik In¬
stytutu Badań Leśnictwa w ściśle
oznaczanym czasie swoją powinność
nauikoWą spełni.
Badania meteorologiczne mają m. In. du
że znaczenie dla pszczelarzy. W przyszłym
Piękny stary zamek ślusarski do wrót
walcowni w Maleńcu, z datą „1839 rok".
neckiego i opoczyńskiego były zapew¬
ne przyczyną, że ludność tamtejsza
szukała źródeł utrzymania w przemy¬
śle. Już przywileje Kazimierza Wiel¬
kiego mówią o licznych kuźnicach nad
Czarną, a w wieku Oświecenia prze¬
mysł ten rozwija się na znaczną ska¬
lę. Powstaje wtedy cały szereg zakła¬
dów metalurgicznych, a jeden z nich
w niezmienionej niemal postaci prze¬
trwał i czynny jest do dziś, stanowiąc
iwego rodzaju fabrykę - muzeum.
Jest to walcownia w Maleńcu nad
Czarną w powiecie opoczyńskim. Za¬
łożył ją w r. 1784 kasztelan Jacek Je¬
zierski. Naruszewicz pisał, iż król
Stanisław August w swej podróży po
kraju w r. 1787 podziwać mial w Ma¬
leńcu i pobliskiej Miedzieży — „dwie
ogromne fabryki do topienia żelaza w
surowiinie... tartak o kilku pilach z
Przydaną machiną do świdrowania
dziur w kolach" oraz gmachy, „w
których — w jednym mają się ciągnąć
druty, w drug m założona fryszerka
na jedenaście młotów..."
W« wsi Żelazowa Wola (podówczas własność Skarbków) w 1810 r. ujrzat świa¬
tło dzienne Fryderyk Chopin. Ojciec jego byl tu guwernerem dzieci hrabiego i wraz
z toną zamieszkiwał oficynę w parku.	.	.
W późniejszych latach Chopin odwie dzał Żelazową Wolę Jako uczeń, ostatnio
w piętnastym roku życia. Chłop z drugiej wsi, Krysiak, tak opowiadał o tych wity*
taC*!,Przylatatem co wieczór do Żelazowej Woli 1 dopiero z ludźmi słuchałem! By¬
wało, narodu się nazbiera, ot pod bramą z dziedzińca, a tu na kamieniach pod
świerkiem, albo tam pod lipami — i dopiero ci słuchają, a pan Fryderyk gra
i gra, że hej! Śliczne to było granie, o ślicznie!"...
W roku 1894 Warszawskie Towa- ku przystąpiło do odnowienia domku
rzystwo Muzyczne podczas uroczysto¬
ści odsłonięcia pomnika Fr. Chopina
w Żelazowej Woli założyło księgę dla
zbierania podpisów zwiedzających.
lewniane
koJo zębate
Maleńcu.
walcowni w
Odtąd szary i barwny tłum przesu¬
wający się przed pomnikiem w po-
winnym hołdzie wypełniał jedno¬
cześnie stronice .księgi podpisami:
wycieczek, towarzystw, chórów, plu¬
tonów, komisji, drużyn, studentów,
dzieci, młodzieży szkolnej, lekarzy,
słuchaczy uniwersytetów robotniczych
itd. Odnajdujemy tu m. in. podpisy
strajkującej młodzieży szkolnej z Ło¬
wicza z roku 1905, a na dalszych stro¬
nicach — podpisy studentów zamknię¬
tej chwilowo (w 1917 roku) Politech¬
niki Warszawskeij.
O ile w okresie zaboru rosyjskie¬
go nie mogło być mowy o zorganizo¬
wanej opiece nad tym zabytkiem prze¬
szłości narodowej, o tyle dziwi nas u-
mieszczony we wspomnianej księdze
zapsek prof. J. Miiketty w maju 1926
„Z uczuciem głębokiego wstydu, że
ani Rząd, ani Sejm, ani zbiorowy wy¬
siłek wszystkich muzyków polskich
nic zdołał dotychczas wykupić ośrod¬
ka Żelazowej W<>li (ośrodek ten stano¬
wił podówczas gospodarkę rolną, po¬
wstałą po parcelacji majątku, przyp.
Rpd ł z rak prywatnych I utworzyć
wSnego narodu azylum..."
Wreszcie w tymże roku utworzone
Tow. Przyjaciół Domu Chopina wy¬
kupiło gospodarkę od właściciela Ro¬
cha Szymaniaka i dopiero w 1931 ro-
i urządzenia go wraz z otoczeniem
Przy rekonstrukcji domu w Żelazowej
Woli usiłowano nadać mu możliwie
taką postać, jaką miał w okresie, w
którym urodził się Chopin. Ale przy
budowie parku, odstąpiono od tego
słusznego kryterium. Zrealizowane za-
“	iii
«...
łożenie ogrodowe — godne podmiej-
skiej rezydencji potentata finansowe¬
go — nie miało nic wspólnego z wiej¬
skim ogrodem Skarbków, jaki oglą¬
damy na sztychu ze zbiorów Foliń-
skiego z XIX wieku i jaki odpowiada!
czasom Chopina. Był to w owym cza¬
sie zwykły szlachecki ogród, z szero-
kimi drogami i zaroślami krzewów i
gęstwiną olbrzymich drzew, przypo¬
minających topole.
Nic dziwnego, że od momentu ukoń¬
czenia budowy parku pojawiło się
więcej oburzeń i zastrzeżeń wśród
zwiedzających i krytyków, niż podczas
stuletniego zapuszczenia Żelazowej
Woli- Bowiem rozwiązanie parkowe
znalazło się w jaskrawej sprzeczności
z tradycją narodową. Zamknięcie na¬
rodowej treści w obcą. kosmopolitycz¬
ną formę było błędem niewybaczal¬
nym. Stąd — konieczność wprowadze¬
nia zasadniczych zmian zarówno do
treści, jak i formy tego rozwiązania
kosmopolitycznego.
W Polsce Ludowej prace, podjęte
przez Towarzystwo im. Chopina nad
ostatecznym ukształtowaniem Żelazo¬
wej Woli. przynoszą materiał, który
pozwoli wydobyć istotne walory kra¬
jobrazowe parku Żelazowej Woli. Z
szacunku dla wielkiej treści narodowej
tego miejsca wypływa najczulsza tros¬
ka Towarzystwa im. Fr. Chopina o na¬
rodową formę parku-
W nowym ujęciu park Żelazowej
Woli nawiązywać będzie do naszych
najlepszych tradycji narodowych, od
tworzy realia okresu Chopina, przy¬
czyni się do ukazania w pełni warun¬
ków, w jakich żyła rodzina Chopina,
w jakich rodziła się i rozbrzmiewała
jego muzyka. Muzyka ta rozbrzmiewa
w domku i parku Żelazowej Woli i
dziś — na koncertach, gromadzących
wciąż rosnące rzesze słuchaczy.
Być może, już na najbliższy Mię
dzynarodowy Konkurs Chopinowski
który odbędzie się w 1955 roku, park
w Żelazo-wej Woli przeobrażony zosta-
Przyklad kosmopolitycznej formy par-J nje w sposób właściwy-
kowej w Żelazowej Woli.	Dr,	Irena	Dworakowska
Ryjówka, pożyteczne stworzonko leś¬
ne, żywi się myszami i innymi szkod¬
nikami lasów.
roku wprowadzi się do puszczy trochę uli,
a założeniem jest — stworzyć odmianę
pszczół zarodowych. Badania fenologiczne
(wpływ klimatu na poszczególne gatunki
drzew) mają znowu duże znaczenie dla
rejonizacji lasów. Badania środowiska pu¬
szczańskiego ułatwią opracowanie metody
właściwego użytkowania runa leśnego. Mo¬
żna też będzie z dokładnością do kilkn
dni przewidzieć np. rójkę kornika, co zno¬
wu ma niezwykle ważne znaczenie dla
ochrony lasów przed tymi skrzydlatymi
szkodnikami.
INWENTARYZACJA W PUSZCZY
Instytut Badawczy Leśnictwa (pro¬
wadzony przez dr. Granicznego) koń¬
czy już w zasadzie inwentaryzację
terenową i leśną Białowieży. Hitlerow¬
cy wywieźli gdzieś dział opisowy pu
szczy, zostały jedynie mapy. Toteż
dokładny i zaktualizowany opis każ
dego dębu-olbrzyma, niebotycznych
sosen, świerków, lip zadziwiających
wzrostem, opis ruina leśnego, gleby i
osobliwości puszczańskich uznano za
pierwsze zadanie-
Stanowić to będzie bazę dla rozsze¬
rzonych badań naukowych. A więc u-
łatwi pracę np. prof. SGGW Nunber-
gowi, specjaliście ochrony lasów, za¬
kochanemu w tzw. entomofagach
czyli owadach owadożerczych, sprzy¬
mierzonych z człowiekiem w walce ze
szkodnikami leśnymi.
Warto, sądzę, wiedzieć iż opylanie lasów
chemicznymi środkami trującymi (np. z
samolotu) jest właściwie aktem ludzkiej
rozpaczy. Oznacza bowiem, iż w lesie za¬
brakło naturalnej sity biologicznej (owych
entomofagów — sprzymierzeńców), która
by mogła pokonać niszczycieli. Przy opy¬
laniu giną zarazem i owady pożyteczne,
trują się ptaki, a nawet zwierzyna. Dla-
gospodarzy
tego też badania i wnioski specjalisty o-d
entomofagów mają wartość szczególnie cen
ną w nowoczesnej gospodarce leśnej.
Instytut Badawczy Leśnictwa współ¬
pracuje z uczonymi różnych specjal¬
ności, z zakładami:-Nasiennictwa, Ho¬
dowli Lasów, Ekologii Roślin, Fitopa-
tologii Leśnej, z Państwowym Mu¬
zeum Zoolog, w Warszawie, z PIHM,
z miejscowym Technikum Leśnym itd.
W Białowieskim Parku Narodowym
pracuje również Stacja Ekolog.i Roś¬
lin Polskiej Akademii Nauk pod kie¬
rownictwem prof. Matuszkiewicza, Jest
tu i cząstka Uniwersytetu im. M. C-
Skłodowskiej dla przeprowadzenia ba¬
dań nad kręgowymi zwierzątkami
puszczańskimi. Kieruje tą placówką
prof. Dehnel, laureat zeszłorocznej
nagrody państwowej za badania nad
„ryjówkami", stworzonkami podobny,
mi do myszy — lecz pożytecznymi.
O RĘBNIĘ GNIAZDOWĄ
W PUSZCZY
W rozległym na tysiące hektarów
Białowieskim Parku Narodowym (dy¬
rektorem jest inż. Sław,k) nauka pol¬
ska wydziera naturze jej tajemnice i
przysparza ludowemu państwu wielo¬
rakiego pożytku.
W przyszłym roku Instytut Badaw¬
czy Leśnictwa — rozpocznie pracę i
poza granicami Parku. Rozpoczną się
studia nad tzw. rębnią gniazdową w
puszczy. Sprawa jest bardzo kosztow¬
na, wymaga dużej wiedzy i staranno¬
ści. W istocie rzeczy chodzi o opraco¬
wanie najlepszej metody dla praktyki
leśnej. Innymi słowy, trzeba odpowie¬
dzieć na pytania: jak las ma się od¬
nawiać — „sam", czy z pomocą czło¬
wieka? Jak prowadź ć wyrąb drzewa,
aby nie osłabić naturalnych warun¬
ków odnowienia się lasu? Czy rębnie
mają być duże, małe, wydłużone,
okrągłe? Jak postępować, aby nie do¬
puścić do zbytniego nagrzania sio.
necznego, albo zawilgocenia?
Nie kłopotali się w ten sposób go¬
spodarze naszych lasów za państwa
kapitalistycznego. Las kładł się pod
siekierą, byle była gotówka. Ludo¬
we państwo gospodarzy inaczej, a
f m*
nauka tę gospodarkę wspiera.
Roman Izbick!
...trzeba się
tu zncli' cywać, jak lo
świątyni.
i
JERZY ROS
BOGiĘJMIŁ-OWBCE
JV,
Cmentarzu
Wojskowym wznosi się kamienny
cokół, na którym spoczywa płyta z
napisem:
„W tym miejscu w dniu 16 paź¬
dziernika 1946 r. założony został ka¬
mień węgielny pod pomnik 50 bo¬
jowników o wolność i lud, straconych
przez hitlerowskich zaborców w dniu
16 października 1942 r.“.
Za cokołem szeregi jednakowych
grobów. To tu spoczywają prochy
działaczy polskiego ruchu robotnicze¬
go, którzy przed 11 laty oddali swe
życie za niepodległość Polski, za wol¬
ność polityczną i społeczną narodu.
Tego dnia na Warszawę padł cień
szubienic. Serca wszystkich patrio¬
tów ścisnęły się bólem — ale nie
ulękły się. Zacisnęły się pięści.
*
Przed 11 laty ciszę pochmurnej
loarszawskiej nocy rozdarły potężne
eksplozje. Wyleciały w powietrze to¬
ry kolejowe, wiodące do Koluszek,
Lublina i Białegostoku. Stanęły hit¬
lerowskie transporty broni, sprzętu
i żołnierzy, śpieszących na pomoc
zagrożonym pozycjom pod Stalin¬
gradem. Hitlerowskie dowództwo nie
kryło swej wściekłości. Rozszalało się
gestapo.
15 października wybrano z Pawia¬
ka 50 więźniów, członków PPR i
Gwardii Ludowej. Nazajutrz na Wo¬
li. Pelcowiźnie, Szczęśliwicach, Rem¬
bertowie i przy kolejce grójeckiej
wyrosły szubienice. Nieugięci — sta¬
wali pod nimi zasłużeni bojownicy
SDKPiL, KPP, żołnierze Gwardii
Ludowej i młodzież z KZM (Komu¬
nistycznego Związku Młodzieży).
Tego dnia, wśród 50 ofiar terroru,
zę/inęli'
Bronisław PIOTROWSKI, więzień
Berezy Kartuskiej,
Izydor KOSZYKOWSKI, tramwa¬
jarz, członek KZM I KPP,
Wacław SZCZEPANIAK, współ¬
pracownik Rutkowskiego, Kniewskie-
go i Hibnera,
Antoni KAGPURA, czł. SDKPiL,,
jeden z twórców oddziałów Gwardii
Ludowej w Lubelszczyźnie.
Kazimierz GROCKI, więzień sa¬
nacji,
Zdzisław KACZOR, jeden z pierw¬
szych żołnierzy Gwardii Ludowej.
*
W 11 lat później: 16 października
1953 r. nad grobami poległych chylą
się sztandary partii, organizacji spo¬
łecznych i młodzieżowych. Poprzez
łzy osobistego bólu patrzą na ten
wyraz hołdu oczy sióstr, żon i ma¬
tek pomordowanych. Tężeją w cier¬
pieniu, które powraca razem ee
wspomnieniem tamtego dnia — twa¬
rze towarzyszy.
W łoskocie werbli kładą się na
płycie wieńce, wiązanki, kwiaty.
Od Komitetu Warszawskiego PZPR
Od Stołecznej Rady Narodowej
Od Wojska Polskiego, od Komitetu
Dzielnicowego PZPR Żoliborz, od
WRZZ, od Związku Bojowników
o Wolność i Demokrację, od Polskie¬
go Czerwonego Krzyża.
Pamięta i ceni ofiarę ich krwi
cały naród.
I nie zapomni ich nigdy. A.W.
Droga biegnie przez łagodne wznie¬
sienia i faluje zgodnie z otaczającą
równiną pól. Jest słonecznie, ciepło i
leniwie. Zapach świeżo zoranej ziemi
miesza się z gorzką wonią ziół i
chwastów, więdnących po rowach. Na
badylach powiewają nici babiego lata
— srebrzyste przędziwo złotej jesie¬
ni. W przejrzystym powietrzu wyraź¬
nie widać dalekie sylwetki kobiet, po¬
chylonych na kartofliskach.
Koleją dojechałem do Radomska.
Do Sulmierzyc dowiózł mnie autobus
PKS. Dalej ostatnie sześć kilometrów
trzeba przemaszerować piechotą. Na
końcowych kilometrach droga rozwi¬
dla się u niewielkiego kopczyka z
drogowskazem: „Do spółdzielni pro¬
dukcyjnej III typu w Bogumiłowi-
cach 2 km.“
Przypomnijmy: 20 lat temu syn 3-mor-
gowego gospodarza z Bogumiłowie —
Czesław Domagała wziął udział w kon¬
kursie rozpisanym wówczas przez Insty¬
tut Spraw Społecznych, na „pamiętnik
chłopa11. Pamiętnik ten (tom I nr 8), bę¬
dący wstrząsającym obrazem życia chłop
skiego w sanacyjnej Polsce, wyróżniony
został na tym konkursie. Po 20 latach,
po rozmowie z autorem, który jest dzi¬
siaj wiceministrem Rolnictwa — poje¬
chałem do Bogumiłowie, aby prawdę
sprzed lat skonfrontować w tej samej
wsi z rzeczywistością dnia dzisiejszego.
Przed nami Bogumiłowice, Zabudo¬
wane luźno, wzdłuż osi wiejskiej dro¬
gi. Bogumiłowice, wieś średniej ja¬
kości gleby, wieś skromnych zagród
indywidualnych, miejscami krytych
jeszcze słomą i pierwszych porząd¬
nych zabudowań gospodarskich spół¬
dzielni. Wieś licząca niewiele ponad
100 numerów mieszkalnych, wieś ja¬
kich w Polsce wiele...
Na nocleg zatrzymałem się u Ada¬
ma Domagały, w owej „drewnianej
krytej słomą chacie", w której uro¬
dził się i o której pisał autor pamięt¬
nika, służącego nam za przewodnik
podróży.
Co się zmieniło w Bogumiłowicach
w ciągu ostatniego 20-lecia? Jakie
typowe przemiany zaszły w tej
małej wsi polskiej w wyniku Wiel¬
kiej Przemiany, która dokonała się
w Polsce z chwilą, kiedy władzę wzię¬
ła klasa robotnicza w sojuszu z pra¬
cującym chłopstwem?
Wszystkie rozmowy z chłopami in¬
dywidualnymi i spółdzielcami, ze
starymi i młodymi, zmierzają w kie-
WOJCIECH BYLINA
»Przestańmy się wreszcie oszukiwać«
TYTUŁ felietonu ujęliśmy „w. cu-1 którym sam. pisał, ciepło, przed tak
ri7vstńw hn nip iest. naszvm do- niedawnym czasem, jest- po prostu
mitem, czyli rpo. iwarszawisku. —lipą.
dzysłpty, bo nie jest naszym ,pó’
myslem. Tytuł .przepisaliśmy, z arcy-
reakcyjnej i ultraeisenhowerowskiej
gazety „New York Herald Tribune".
Pod tym tytułem zamieścił tam fe¬
lietonik stary i zasłużony podżegacz
wojenny, Joseph Alsop. Felieton je¬
go jest korespondencją z Hong Kon¬
gu, brytyjskiej kolonii, położonej tuż
obok południowego brzegu Chin.
Wprawdzie imć pan Alsop nie po¬
stawił nogi na chińskim kontynencie,
ale był dość blisko, aby coś niecoś
wyczuć z atmosfery, panującej w Chi¬
nach Ludowych, i trochę lepiej zo¬
rientować się w realnej sytuacji pół-
miliardowego kraju, budującego so¬
cjalizm. Bo przecież Hong Kong, ko¬
lonia brytyjska, jest faktycznie wiel¬
kim miastem chińskim i z pewnością
lepiej stamtąd widać Chiny, niż .z
Waszyngtonu.
Wniosek swój streścił Alsop w po¬
wyższym tytule:	„przestańmy	się
wreszcie oszukiwać"... W artykuliku
stara się on rozbić szereg mitów, ja¬
kimi żywi się świat polityków i po-
litykierów amerykańskich.
„...tak szeroko rozpowszechnione
nadzieje na rozłam między Pekinem
a Moskwą są czystą bzdurą..." — po¬
wiada amerykański korespondent.
Warto przypomnieć, że tą czystą
bzdurą pocieszały się najbardziej
wpływowe kola waszyngtońskie, któ¬
re nie żałowały czasu i pieniędzy
na — propagowanie tej bzdury. Sło¬
wa Alsopa powinny ich otrzeźwić,
„Istnieją jeszcze inne nonsensy, któ¬
re odpowiadają naszym życzeniom, ale
o których powinniśmy zapomnieć..."
Jako jeden z takich nonsensów
autor przypomina „wrzask, że Ame¬
ryka może złamać Chiny", przerywa¬
jąc handel Chin Ludowych z kraja¬
mi kapitalistycznymi. Pamiętajmy, że
ten wrzask, oparty na nonsensow¬
nych majaczeniach waszyngtońskich
o panowaniu nad Pacyfikiem miał
być zapowiedzią blokady Chin. Reak¬
cyjny dziennikarz amerykański wska¬
zuje, że blokada jest nieosiągalną
mrzonką; nie tylko połączenia kole¬
jowe Chin Ludowych ze światem,
ale nawet handel przez Hong Kong
nie może ustać i ńie ustanie, aczkol¬
wiek Waszyngtonowi na tym bardzo
zależy,
„Jeszcze innym mitem jest ruch
partyzancki w Chinach Ludowych.
Ten ruch jest bez porównania mniej¬
szy od gangsterskiego podziemia w
Stanach Zjednoczonych i z pewno¬
ścią rząd Chin Ludowych lepiej nad
nim panuje, niż nasz rząd nad gang-
sterami..."-
To cenne wyznanie zasługuje na
specjalne podkreślenie. Pan Alsop
jest sam jednym z tych dziennikarzy,
którzy nawoływali zawsze do jak
najenergiczniejszego popierania sil
kontrrewolucyjnych w krajach obozu
pokoju i socjalizmu. Jak wiemy —
nawoływali z dobrym skutkiem, bo
dolary płynęły i płyną strumieniem
na prowadzenie w naszych krajach
wrogiej, dywersyjno-szpiegowskiej ro¬
boty,	*	.
Teraz przyznaje on, że „ruch par¬
tyzancki w Chinach Ludowych", o
Co o tym pomyśli amerykański płat¬
nik podatków, który dostarcza dola¬
rów skarbowi waszyngtońskiemu, nie
umiemy powiedzieć.
I co pomyśli, kiedy przeczyta ostat¬
nie--słowa artykuliku Alsopa:
„Wszystkie te rozmaite mity utka¬
ne z naszych pragnień są wyjątkowo
niebezpieczne, ponieważ przesłaniają
twardą rzeczywistość: komunistyczne
Chiny wyłaniają się jako nowe wiel¬
kie mocarstwo w Azji..."
W przekładzie na zwykły język te
słowa oznaczają: łgaliśmy, my Ame¬
rykanie, aż załgaliśmy się sami; Chi¬
ny Ludowe są mocarstwem bez wzglę
du na to, czy to się podoba Eisenho¬
werowi i jego doradcom, czy nie, li¬
czyć na ich rozpad albo przynajmniej
oderwanie od obozu pokoju i socjali¬
zmu, to znaczy przyjmować własne
marzenia za rzeczywistość; przestań¬
my się więc oszukiwać...
Dobrze byłoby, gdyby ten artyku¬
lik swojego przyjaciela i wielbiciela
przeczytał uważnie prezydent Eisen¬
hower. Zresztą — w tym samym
dniu, kiedy ukazał się felieton Alsopa,
reakcyjna agencja amerykańska As¬
sociated Press przyniosła inną wia¬
domość, którą również polecilibyśmy
uwadze prezydenta 1 Stanów" Zjedno:
czonych i- jego otoczenia.	, ,
Jak doniosła A. P., kilkuosobowa
grupa amerykańskich studentów po¬
wróciła z kilkutygodniowej wyciecz¬
ki po Związku Radzieckim. Agencja
przeprowadziła wywiad z nimi.
Młodzi Amerykanie Mark Emond
i Zander Holender powiedzieli, że
rozmawiali na ulicy z ludźmi radziec¬
kimi, którzy chętnie mówili z nimi
o wszystkim i wyrażali powszechnie
radość z powodu zmniejszenia się
napięcia międzynarodowego.
Nie wiemy, czy tymi studentami
zajmie się senator Mac Carthy.
Dla świata, a już z pewnością dla
Stanów Zjednoczonych byłoby jednak
lepiej, gdyby tą wypowiedzią amery¬
kańskich młodzieńców zainteresował
się sam prezydent Eisenhower. Ame¬
rykanie zawsze byli pono ludźmi
praktycznymi i rzeczowymi, cenili
spostrzeżenia naocznych świadków.
Dwaj niedoświadczeni chłopcy ame¬
rykańscy powrócili z ZSRR z wraże¬
niem, które jest bez porównania ści¬
ślejsze i dlatego cenniejsze od łgarstw,
jakimi naród amerykański karmią
różni obserwatorzy „oficjalni", okła¬
mujący swoich szefów, siebie i ame¬
rykańską opinię publiczną.
runiku znalezienia prawdziwej odpo¬
wiedzi na to pytanie. I oto pierwsza
prawda, do której dochodzimy w to¬
ku rozmów: Bogumiłowice nie znają
dziś tak niegdyś ' dotkliwego przelud¬
nienia.
— Gdy dawniej wychodziło się w
niedzielę na wi&jską drogę — opowia¬
da 70-letni Adam Domagała — w
oczy rzucał się tłum młodzieży, zbie¬
rającej się w gromady. Pełno było we
wsi takich, którzy nie mieli co ze
sobą robić i biedowali na ojcowskich
morgach. Dzisiaj, kiedy wyjdziecie w
niedzielę na wiejską drogę, młodych
prawie że nie spotkacie.
Wyszliśmy na niewielkie wzniesie¬
nie, z którego rozciąga się widok na
wieś.
Nowa prawda
wsi polskiej
— Gdzie podzieli się ludzie z Bo¬
gumiłowie, dokąd wywędrowali? — Z
tym pytaniem zwracam się do Adama
Domagały, który urodził się w Bo¬
gumiłowicach i tutaj się ożenił, który
stąd wywędrować musiał za pracą na
obczyznę i tu wrócił, który tutaj
dzieci wychował i w ciężkich latach
gospodarzył, który dożył tu lat
70-ciu, wstąpił do utworzonej spół¬
dzielni produkcyjnej i teraz cieszy
oczy widokiem wnuków, które zje¬
chały do dziadka w gościnę.
— Może by tak. numerami, kolej¬
no, tak jak ludzie mieszkają jeden za
drugim wzdłuż wsi — zaproponował,
I z pewnością, jaką daje dokładna
znajomość spraw terenu, rozpoczął
wyjaśnienia:
— A więc najpierw może u Ku¬
siaków, bo mamy ich we wsi kilku,
żeby wam śię nie pomyliło — do¬
brze?
Syn Piotra jest sekretarzem w Ko¬
mitecie Powiatowym PZPR w Ra¬
domsku. Jeden syn Konstantego jest
w szkole oficerskiej, drugi jest dzia¬
łaczem ZMP w Lodzi. Michał Kusiak
jest sekretarzem rolnym w Komitecie
Wojewódzkim w Warszawie. Wszyscy
oni nie są rodziną, choć mają wspól¬
ne nazwisko — u nas na wsi to czę¬
sto...
U Balickiego jetien syn na Zie¬
miach Zachodnich, drugi pracuje w
Milicji Obywatelskiej. Syn Kowac-
kiego jest instruktorem oświatowym
w Komitecie Powiatowym. U Wło¬
darczyków jeden chłopak jest w Ma¬
rynarce, drugi na Ziemiach Zachod¬
nich. Jedaiemy dalej...
U Osińskiego, tego przewodniczące¬
go spółdzielni coście z nim rozma¬
wiali, córka po szkole pedagogicznej
pracuję ..już jako nauczycielka... Córka
Franka Osińskiego (to brat tamte¬
go) uczy eię w szkole w Radomsku-
U Mętków też dziewczyna uczy się w
szkole pedagogicznej... Dalej.
U Małopolskiego zięć kończy w
tym roku medycynę, u Pawloszka
syn w mieście jest na urzędzie. Jan
Przewoźny — o w tamtej chałupie —
żonę na swoich 4 morgach zostawił, a
sam pracuje przy budowie huty w
Częstochowie. Na niedziele do domu
dojeżdża. Takich, co przy budowie
huty w Częstochowie pracują, jest
w naszej wsi pięciu, niektórzy rowe¬
rami dojeżdżają. Dziesięciu chłopa¬
ków od nas pracuje w przedsiębior¬
stwie „Kabel" — dobrze zarabiają.
Bułacz dwóch synów i córkę wy¬
słał na Ziemie Zachodnie, Przewoź¬
ny też ma dwie córki na Zachodzie —
to Piotr; a Bolesław z całą rodziną
sam na Zachód wyjechał. Na Zachód
pojechali również i Grządkowie i Ku¬
biakowie i trzech synów i córka Bu-
jaezów i syn Knapika też tam jest
na gospodarstwie... Jedziemy dalej.
Osiński Józek ma na Ziemiach Za¬
chodnich dwóch synów: jeden z nich
pracuje jako traktorzysta w POM. U
Knapika, tego ze spółdzielni, nie te
go indywidualnego, jeden chłopak
jest oficerem Marynarki, drugi w
Szkole Oficerskiej a trzeciego ter«|
odznaczali w wojsku za to,
ga na granicy złapał. Córka na Za
chodzie pracuje. U Mufzyn	I
den syn ma gospodarkę na Zacho-1
dzie. U Kapela jeden chłopak w War¬
szawie w Zarządzie Głównym Z-^P,
drugi na Ziemiach Zachodnich jest
sekretarzem powiatowym, trzeci kie¬
rownikiem Komisariatu M. O-
chłopcy Bolesława, a syn Alojzego
Kapeli pracuje w Wydziale Rolnym
w Radomsku. U Kowackiego i Woje¬
wody córki w szkołach; u Kołaczyka
syn oficerem — czy to można wszyst¬
kich tak spamiętać? U Grządków sy¬
nowie w fabrykach...
Adam Domagała wylicza tak dalej
tę listę bogumiłowickich ludzi i w
miarę, jak mówi, z wykazu tego wy¬
łania się nowa prawda wsi polskiej.
Prawda wyrażona hasłem: „Sojusz
robotniczo - chłopski fundamentem
władzy ludowej!"
Rzeczywistość wsi potwierdza praw¬
dę tego hasła. Oto chłopi i synowie
chłopów stali się faktycznymi współ¬
gospodarzami kraju, zajmują stano¬
wiska w aparacie państwowym a par¬
tyjnym, są oficerami w wojsku, wy¬
chowawcami młodzieży.
Druga prawda mówi, że polityka
ntu na ceny rynków*
ok. 60 ił aa dniówki; obricij,.'IV
Ponadto wszyscy społchtiejcy**
przemysłowych
riały
Artykułów
nie prowadzi. Miesięczny "obrót *2
sklepiku w Bogumiłowicach i?
i s ł.	f/i ii »y ui* iiiw »» •» |	g- — —— -y  . « i a	i	flRU
władzy ludu sprawiła, iż Polska wró-	gospodarstw,	wynosi	45,|
ją działki przyzagrodowe Tl!
po dwie krowy, po 5 — to c
3 — e owiec, i po 20 — 40	‘V;
biu. Mleko, mięso, jaja 1
6tarczane do spółdzielczego
skupu przynoszą im dodatkom*
chód...	*	dfc
...Dawniej masło szło u nas d
miany na sól, jajka wyrnieniaiL^
skiepie na naftę, a zapałki
nym
larz,
albo na Bo*-"
no 4 za grosz. Tacy co mieli no**
hektarze jak Matacz
n hektarze jak Matacz iuh7
oglądali chleb tylko po
larz pracuje w spółdzielni,
na swoich 7 hektarach, które h
na Ziemiach Zachodnich. Dawnie?
biety późną jesienią	chodzih
dworskie pola, aby	wygrzejLli
zmarznięte ziemniaki	— dzisj.p
chatach dosyć jest chleba i mu!'
jajek i omasty.
Idziemy do sklepiku, Na
artykuły monopolowe,	sól, p-C'
wy, drożdże, kawa i cykoria,
ły piśmienne, cukier itd. ™
ciła nad Odrę i Nysę, odzyskując zie¬
mie piastowskie. Pozwoliło to na roz¬
ładowanie tysiąca wiosek stłoczonych
i przeludnionych ongiś tak, jak Bo¬
gumiłowice. Chłopi dzięki tej polityce
stali się posiadaczami tej ziemi swo- ...	„
jej, na którą dawniej za chlebem wy- j chłopow, którzy plącą tylko pie(!
jeżdżać musieli na „Saksy".	n^ny, ^OS2't wypieku. Miesięca.
Z listy tej widać ponadto korzyści, sklepik ten sprzedaje 350 kg.
jakie wieś uzyskała z gospodarczej tj. 3 kg. na gospodarstwo we *
polityki Rządu. Przy wielkich budo- które ponadto tytułem należności •
wach, jak to widać na przykładzie | odstawy kontraktowanego buraki p
zł. Daje to przeciętnie 410 zl J,
pów na jedno gospodarstwo w* *
która żywnościowo jest samoww
cżalna.	Sklep rozprowadza nn «'
kg. chleba dziennie, — chleba \m,
kanego z mąki dostarczonej j!
ludzi z Bogumiłowie, pracujących
przy budowie huty Częstochowa i
przy innych robotach — w całej Pol¬
sce, znalazły
tysięcy
przemysłowe wchłonęły tysiące mło
dzieży wiejskiej, która zdobywa w
ten sposób awans. W szkołach śred¬
nich i wyższych zasiadają dzieci no¬
wych Bogumiłowie..,
krowego część zapłaty otrzymuj,,
cukrze...
Rozmawiam z kierownikiem 14
ilazły zatrudnienie dziesiątki ły. Wszystkie dzieci uczą się. Ob?
chłopów. Fabryki i zakłady ławek szkolnych, w których zasiai
. — zasiaj
bogumiłowicki narybek, daje poj$
o sytuacji materialnej rodziców’
stanowi wyraźny kontrast ze stanc
który w tutejszej szkole pawij
przed wojną.
Zegnam się. Aby zdążyć do Si
Fakty mówią	_	.
/	^	mierzyć na autobus, trzeba wyć*
Jak żyją ludzie w Bogumiłowicach? nogi. Drogą, którą idę wracaja t
Odpowiedź nie	nastręczała	trudności,	szkoły do domu	mikrusy z tonisl-
Żyją	lepiej	niż	dawniej.	Odpowiedź |	mi na plecach	poszturchując sąi
przekomarzając, jak to sztubaki.
Żadne z tych	dzieci nie zna p»
blerńów głodu i	chłodu, nędzy, te
taka jest prawdziwa, ale nie zadowa
łająca, bo gołosłowna. A nam potrze¬
ba faktów.
.FlJf	dworskiej	harfwkitó	d.tei
nia „na Saksy". Żadne z nich i
zna spraw, z którymi przed laty te
rykal się autor chłopskiego painięte
ka, Czesław Domagała — dziś m
minister Rolnictwa Rzeczypospolitej;
Dopiero gdy sięgną do dokumo
tarnych kart „Pamiętników chłof
czącego spółdzielni produkcyjnej i do
miejscowego sklepiku.
Ile za swoją roczną pracę otrzyma¬
ło 53' członków spółdzielni w Bogu¬
miłowicach? Jako średnią obliczenio¬
wą przyjmujemy 230 dniówek. Byli
tu bowiem i tacy, którzy wypracowa- __
li ponad 300 dniówek, ale też i tacy, I skteh", w "których spisane
którzy wyrobili poniżej 200.	dzieie takich «aVnvch	X
Za 230 roboczodniówek spółdzielca o- 1	S3™1-	Oli	chłof
trzymał: 22 kwintale żyta, 4,60 kwintala ^ dzieci Z Bogumiłowie — te
pszenicy, 6,20 kwintala owsa, 1 kwintal! wszedni los dzieci Wsi polskiej — te
jęczmienia, około 60 kg cukru, 4 tony da mosłv Dorównać 3—o Irtóre nar.
ziemniaków, półtorej tony łąkowego sia- i Jtó	^ 3C	“
na oraz słomę na sieczkę, olej i lniane •	Z	Nowym,	które	rodzi	Ł?
płótno. Wszystko to razem w przeliczę- | W pracy.
W pracowniach kompozytorów
WITOLD RUDZIŃSKI
Mówić o projektach twórczych lub
pracach zaledwie pozaczynanych jest
chyba rzeczą najbrudniejszą — trudno
bowiem przewidzieć, jaki obrót przy¬
bierze rozwój pomysłu ,— toteż ogra¬
niczę się w tej wypowiedzi do tego,
co ostatnio opuściło lub ma w naj¬
bliższym czasie opuścić mój „war¬
sztat".	'
Zainteresowania moje w tej chwili
idą w dwóch kierunkach — kompozy¬
torskim i „muzykograficznym". W 0-
kresie pomiędzy złożeniem do wyko¬
nania opery ,,Janko Muzykant" a jej
Na tematy obyczajowe
W sprawie nie udzielonego rozwodu
„W związku z artykułem „Dla¬
czego nie otrzymali rozwodu?"
chciałabym dodać kilka swoich
uwag — pisze Czytelniczka ANNA
J. z Saskiej Kępy w Warsza¬
wie. — Bardzo dobrze, że Jan i
Zofia nie otrzymali rozwodu, bo
gdy ludzie zawierają małżeństwo
nie myśląc o przyszłości i wycho¬
waniu wspólnym swego (w tym
wypadku istniejącego już), dziecka,
trzeba im uniemożliwić popełnia¬
nie nowych głupstw.
Coraz to bardziej ślub cywilny
nabiera ważności w oczach społe¬
czeństwa, coraz to mniej słyszy się
sceptycznych uwag na ten temat.
Ale... słyszy się jeszcze, że niektó¬
rzy traktują ślub dosyć lekko, że
niektóre, zwłaszcza zbyt młode,
małżeństwa, szybko się rozchodzą.
W 1947 roku otrzymaliśmy roz¬
wód. Mamy jedno dziecko, które
oczywiście pozostało przy mnie.
Mój były mąż po kilku miesiącach
ożenił się (osoba ta nie była powo¬
dem rozwodu). Małżeństwo to
trwało kilka lat, na świat przyszło
dziecko — rok temu rozeszli się.
Obecnie prowadzą sprawę rozwodo¬
wą: na mego męża czeka. nowa,
zakochana oblubienica.
Ja nie jestem sama, ułożyłam
sobie życie. Ojczym jest dobry dla
mego dziecka, ale jednak alimen¬
ty, ale jednak i najlepszy ojczym
nie zastąpi dziecku ojca. Przecież
małżeństwo istnieje po to, aby
dwoje ludzi opiekowało się i wy¬
chowywało wspólnie dzieci   na
zdrowych i szczęśliwych ludzi".
Wychowanie dzieci to oczywiście
jedna z najważniejszych funkcji
małżeństwa. Czy słusznie zresztą by¬
łoby nazywać je -tylko i oschle fun¬
kcją?
Przecież 1 dziecko stanowi cząstkę
szczęścia, którego w małżeństwie
szuka każdy mężczyzna i każda ko¬
bieta.
A szczęście człowieka — nie jest
wcale rzeczą błahą. I nie może być
szczęśliwy w życiu człowiek nieszczę¬
śliwy w małżeństwie.
Zapewne szczęście małżeńskie miał
na myśli autor innego listu, ob. Ja¬
nusz G., który nawiązując do odmo¬
wy udzielenia rozwodu Janowi i Zo¬
fii, pyta z oburzeniem:
„Czy negatywna decyzja sądu
nie przyniesie w swym ostatecznym
rezultacie dramatycznego zakończe¬
nia tego małżeńskiego konfliktu?
Bo przecież jeśli — jak napisano —
Jan i Zofia wnieśli zgodnie o roz¬
wód, to znaczy, że obydwoje tego
rozwodu pragną. I czy decyzja są¬
du nie stworzy tzw. „piekła“ ro¬
dzinnego, bo przecież utrzymane—
wbrew woli Jana i Zofii — mał¬
żeństwo me stanie się na pewno
idyllą".
Prawda, pisaliśmy, że Jan i Zofia
wnieśli zgodnie sprawę o rozwód. Ale
wspomnieliśmy również o tym, że Zo¬
fia, ulegając drobnomieszczańskiemu
naciskowi swojej najbliższej rodziny,
która nie chciała uznać jej pozamał-
żeńskiego dziecka, przystała na nie¬
godną, z gruntu niemoralną i aspo-’
łeczną propozycję Jana: na natych¬
miastowy rozwód po ślubie.
Zofia była bowiem — mówiąc cy¬
nicznie — wystarczająco dobra dla
Jana w roli przyjaciółki i matki
dziecka. Ale, w jego fałszywej zaro¬
zumiałości — na żonę nie nadawała
się.
Do samego zresztą ślubu Jan utrzy¬
mywał z Zofią serdeczne stosunki. Po
ślubie, który uważał za umowną mię¬
dzy nim i Zofią formalność — na
krótko wprowadził się do jej miesz¬
kania. Wyprowadził się z chwilą zło¬
żenia skargi rozwodowej. Ale w dal¬
szym ciągu był stałym gościem w
domu Zofii ł nie ukrywał swych oj¬
cowskich uczuć dla córeczki Małgosi.
Wszystkie te szczegóły z intymne¬
go życia rodzinnego wyszły na jaw
na rozprawie i niewątpliwie zaważy¬
ły na decyzji sądu.
Ale nasz Czytelnik, ob. Janusz G.
patrząc w przyszłość, obawia się —
a być może myśli tak jeszcze więcej
osób — że małżeństwo Jana 1 Zofii
zawarte „na niby" przekształci się
teraz z kolei w małżeństwo „za ka¬
rę".
„I co będzie, jeśli za rok czy
dwa, Jan i Zofia znów wniosą po¬
danie o rozwód? Czy znów wyrok
będzie negatywny? Czy do końca
życia będą musieli wbrew swojej
woli trwać w kajdanach nienawist¬
nego im małżeństwa?".
Próżne obawy obywatelu Januszu
G. Ustawodawstwo nasze, które stoi
na straży ochrony rodziny, zwłaszcza
jeśli są dzieci, na pewno dalekie jest
od tego, by z małżeństwa tworzyć
„piekło", o którym pan pisze.
Małżeństwo, to dobrowolny zwią¬
zek dwojga ludzi. Ale małżeństwo nie
może też być lekkomyślną zabawą i
grą „na niby": dziś się żenimy, ju¬
tro rozchodzimy. Małżeństwo wyma¬
ga uprzedniego zastanowienia się i
przemyślanej, dojrzałej decyzji. Bo
małżeństwo to rodzina, a rodzina to
dzieci, których nie wolno unieszczę-
śliwiać. I rodzina to także podsta¬
wowa komórka społeczna.
Oczywiście, jeśli Jan i Zofia nie
będą mogli ze sobą współżyć jako
małżonkowie i udowodnią sądowi,
ze w ich wypadku nastąpił stały roz¬
kład małżeństwa — 00 jest jedyną
podstawą przy otrzymywaniu rozwo-
, s3ó na pewno nowe argumenty
weźmie pod rozwagę. Wtedy odpad¬
nie dotychczasowy motyw: przedślu¬
bna umowa o rozwód, umowa z
gruntu niemoralna, dlatego też przez
Sąd Najwyższy odrzucona. Wtedy
będzie to odrębna, „normalna" — je¬
śli tak wolno powiedzieć — sprawa
o rozwód.
Na zakończenie, jako trzeci głos
w tej rozwodowej dyskusji pragnę
zacytować fragment z listu ob. Zdzi¬
sława D.
P Pfru tyaodni W „Tygodniku
Powszechnym" ukazuje się seria
artykułów profesora Instytutu Ka-
tolickiego w Paryżu, Eugene Tes-
małżeństw^ŚCiÓł “ Unieważ™me
Otóż w numerze z dnia 11 paź¬
dziernika rb. wyczytałem tam ta¬
mę zdanie, sprzeczne ze stanowi¬
skiem, wyrażonym w decyzji Sądu
Najwyższego w sprawie odrzucenia
rozwodu Jana i Zofii. Ze jeśli ktoś
w momencie ślubu formułuje jako
warunek sine qua non (nTodlow-
ny). „Zentę się tylko pod warun¬
kiem że będę się mógł rozwieść
o ile tego kiedyś zechcę" — to wu-
padek taki stanowi przyczynę nie¬
ważności małżeństwa".
Czytelnikom pozostawiamy do ro?
strzygnięcia, które z tych dwóch sta¬
nowisk jest słuszne, a które kazui
styczne. Które z tych dwóch stano¬
wisk jest moralnie czyste, zgodne z
MIROSŁAWA PARZYNSKA
premiery (w czerwcu br.)
dwa większe utwory.
Jeden z nich to kantata na te
głosy solowe, chór mieszany i otiste
trę, zatytułowana „Chłopska droga1'
Chodziło tu o liryczne ujęcie wilki
pa o wyzwolenie. Oparłem się pte te
na tekstach bardzo wyrazistych, modi?^
ale nlewspółczesnych, chodziło mi tsn®
0 utrzymanie Jak najbardziej autentytW1
go klimatu emocjonalnego. Są tu więcto
sty anonimowe z przełomu w. XVH |
XIX, wiersze Lenartowicza, Konopn*
1 Wolskiego (autora libretta „Halki") *
raz — jako finał — fragmenty 1 M®*
„Niezależnej Partii Chłopskiej" („W&*
my, gromady mocarnych oraczy*1). K®*
ta została po raz pierwszy wykonana?*!
chóry amatorskie i Filharmonię !
W’ Bydgoszczy na wiosnę br. W U
zaś ma Ją wystawić Filharmonia w **
ko wie.
Druga praca — to cykl pieśni
dowych na gło6 i fortepian —
wodnik liryczny po Warszawie" *
tekstów Tadeusza Marka,
Bardzo poetyckie teksty pozwolił?
wydobycie elementów lirycznych i
tycznych * pejzażów Warszawy, ta**0!;
co, lanych z JeJ bohaterskimi Wg
mi. Świeżo ukończony ten utwór ml ;
wykonany na Jednym z koncertów ZW
ku Kompozytorów Polskich w listepw8
w Warszawie.
W ostatnim okresie napisałem rj*'
nież kilka pieśni masowych, do w
rych zawszę przywiązuję wielig **'
Obie te większe, wspomniane
*ej kompozycje pisałem z my®.
Festiwalu Muzyki Polskiej, który04;
będzie się w związku z obćhoi^
10-lecia Polski Ludowej Nieffl®?
jednak główne moje za interesów40,
idą w kierunku twórczości operóW®
tu jednak na razie stoję wobec )
teresujących, ale jeszcze p°z0*v!.
cych w 6tadium wstępnym P10"
tów.
Jeśli chodzi o moją pracę
graficzną" to od kilku lat pracuję 04
postacią Moniuszki.	^
Po opracowaniu „Kroniki łyd*" *
manachu Moniuszkowskim11 (nip1**”,,
wspólnie z Janem Prosnaklem) < mu
już w wydawnictwie I tom oiisiernd ®
nografii materiałowej i monografię P?L
5'. IM)4wlęconą Monius7ce, J*k rów"
opublikowałem cykl studiów o Moni*^
w „Muz
Postać Moniuszki
Jest
«»?
ul#
mało znana, a Jeśli chodzi o jego - -mi
Ula programowe, ideologiczne i wsh*J,
twórczy _ wyraźnie przez nsukę
pokrzywdzona Mam nadzieję, tr
ssr»-|
%<}\AaA uląbiT*
ŻYCIE
U r. ini ADAM $ WIEC A
tczeiny lniynlw Zarządu Przemyku Kosmetycznego
Kosmetyki „bez szminki”
Kosmetyki 1 perfumeria:	mydła
jaletowe, pasty do zębów, kremy,
r0dy toaletowe, pudry, kredki — a
lym.emamy tylko najważniejsze —
iaJą miliony odbiorców, którzy z
„ękizą lub mnejszą znajomością
seczy klasyfikują poszczególne pre-
araty, chwalą, a najczęściej jeszcze
arną ich jakość i kształtują w ten
posób opinię coraz większej rzeszy
„nśiimentów o wyrobach państwo¬
wego przemysłu kosmetycznego.
przemysł ten stosunkowo młody —
euu planowa t zoi gahizowana dzia-
ainosć datuje saę od roku 1950 —
upelml w pierwszym okiesie swego
stniema szereg błędów, których skut-
. odczuwa konsument do dnia dz,-
‘ifjszego- Głowne grzechy tego okre-
u wykonywanie przez przemysł
ilanów „za wszelką cenę", często kó-
item jakości, oraz planowanie pro-
lukcji w oderwaniu od rzeczywistych
utrzeć rynku, których nie umiał pra-
yidłowo określ.ć handel. Dystrybutor
jroduktów kosmetycznych — od roku
951 „Centrogal" — zaopatrywał skle-
3y według tzw. „klucza zaopatrzenia",
jiurokratycznego rozdzielnika, nie o-
partego na znajomości i6totnych po¬
trzeb detalu.
Ponadto fatalna gospodarka maga-
tynowa „Centrogalu", polegająca na
tym, że kolejność zaopatrywania skle¬
pów w towar w miarę jego napływu
i fabryk, me była przestrzegana, oraz
sposób prowadzenia kartotek magazy¬
nów, które me uwzględniały podziału
kosmetyków na kolory i zapachy —
przyczyniły się do chaosu na rynku
i powodzi słusznych reklamacji kon¬
sumentów.
Sklepy otrzymywały przy tym czę-
ito zlezałe kosmetyki, a hurtowme
były zawalone towarami, których
brak było za ladą sklepową.
Np na wiosnę roku bieżącego ukaza¬
ły ,1- W sklepach poznańskich kremy
fabryki „Społem" w Kielcach, klóra
zlikwidowała dział produkcji kosmety¬
ków Jestcie pod koniec roku 1919. Inny
przykład:	Kiosk	perfumeryjny WSS w
hali targowej pray ul. Koszykowej w
Warszawie otrzymał setki flakonów per
fum o Jednym tylko zapachu, co przy
Jego obrotach stanowił* zapas na aze-
reg lat.
Kontrole, przeprowadzone z wiosną
br., wykryły setki przykładów złego
zaopatrywania sklepów przez hurtow¬
nie.	,
między hurtem a detalem
W drogerii MHD nr 1S w Rybniku
brak było zupełnie w marcu br. zasyp¬
ki dla dzieci - podczas gdy równocze-
Inie remanent zasypki w hurtowni
„Centrogalu" w Rybniku wynosił na
31.3 1953 - *24 kg.
Sklep MHD or. 43 w Szczecinie wy¬
kazywał w marcu br. catkjwtty brak
proszku do zębów I eliksiru do ust,
choć równocześnie w końcu marca re¬
manenty szczecińskiej hurtowni „Cen¬
trogalu" wykazywały IS3« kg proszku
t SIS kg. eliksiru.
Podobnie było w Zabrzu gdzie w
•klepach MHD nr. 40 i 22 brak było w
marcu br. szamponu, wazeliny, proszku
do zębów, gliceryny, lakierów i emaili a
zaopatrująca Je hurtownia w Stalino-
grodzie przy ul. 3-go Maja 23 miała 31.3
br. na składzie 12.940 kg proszku, tło kg
gliceryny, 4462 kg wazeliny, 963 kg szam
ponu w proszku, 375 kg w płynie, 601 kg
lakieru i *17 kg emalii.
Jakość niektórych wyrobów a szcze¬
gólnie ich nietrwałość podrywały
również zaufanie do naszej produkcja
kosmetycznej. Pamiętamy wszyscy
czarną kamieniejącą pastę do zębów,
słuszne żale konsumentów, docinki w
prasie, historyczne już „Muradont",
„Skalodont" ezy „Nivea jak kość", ja¬
kimi ochrzczono marki „Miradont",
„Kalodont" i „Niwa". Obecnie zagad¬
nienie to jest najzupełniej opanowa¬
ne. Jeżeli zdarzają się jeszcze tu i
ówdzie wypadki reklamacji, to z ca¬
łą pewnością dotyczą produkcji starej
sprzed półtora roku, która dawno po¬
winna była zostać wycofana ze skle¬
pów detalicznych i hurtowni, a którą
hurtownie czasami jeszcze starają się
„sprytnie" wcisnąć detalowi.
Na jakość niektórych kosmetyków
wpływały również poważnie braki w
zaopatrzeniu przemysłu, niska jakość
surowców oraz zły rozkład importu
różnych surowców, jak np. olejków
zapachowych, które z reguły przy¬
chodziły dopiero w III i IV kwartale.
Ta suma błędów przemysłu i han¬
dlu spowodowała, że liczba odbior¬
ców zniechęconych do kosmetyków
krajowej produkcji systematycznie
wzrastała.
ATAK NA JAKOSC
Ten stan rzeczy począł ulegać zde¬
cydowanej zmianie z początkiem ro¬
ku ubiegłego, kiedy opracowano no¬
we wytyczne produkcji i inwestycji
oraz przystąpiono do ich realizacji.
W lipcu ub- roku otwarto wielki
nowoczesny gmach produkcyjny w
fabryce „Lechia" w Poznaniu, którą
bez przesady można uznać obecnie
za jedną z najlepiej wyposażonych
w Europie. Jednocześnie przeprowa¬
dzono modernizację budynków 1 u-
rządzeń fabryki „Uroda" w Warsza¬
wie oraz rozpoczęto adaptację i roz¬
budowę fabryki „Miraculum" w
Krakowie. Te trzy główne, nowo¬
cześnie urządzone ośrodki produkcyj¬
ne, poparte produkcją mniejszych za¬
kładów, będą mogły zaspokoić żąda¬
nia rynku w pełnym wyborze.
Sżereg korzystnych posunięć wpro¬
wadzono również w celu polepszenia
jakości i wzbogacenia asortymentu:
rozbudowano laboratoria przyfabrycz¬
ne, opracowano szereg norm na su¬
rowce i wyroby gotowe, wzmocniono
kontrolę prawidłowości procesu pro-
»Piękne jest wasze miasto...«
dukcji i kontrolę techniczną. Fabryki
porzuciły zasadę wykonywania pla¬
nów za wszelką cenę i zaczęły odrzu¬
cać surowce o niewłaściwej jakości.
Uległo wreszcie ostatnio wydatnej po¬
prawie zaopatrzenie w niezbędne su¬
rowce importowane, tak że można o-
becnie cały wysiłek przemysłu kos¬
metycznego przerzucić na walkę o ja¬
kość.
W produkcji kosmetyków używa się
już obecnie lepszych surowców zapa¬
chowych, wzrosła zawartość spirytusu
w wodach toaletowych, zwiększyła się
w nich b. poważnie, bo w niektórych
gatunkach do 80 proc., zawartość olej¬
ków.
Przy fabrykacji, kremów używa się
obecnie przede wszystkim tłuszczów
naturalnych i emulgatorów wysokiej
jakości, co wpływa na lepszą kon¬
systencję kremójv 1 zwiększa ich
chłonność przez skórę.
Dodatki importowanych surowców, i	w„,&, a
nowe kolory i receptury barwników j dła do golenia w oryginalnych kształ-
przyczynily się do podniesienia jako- tach i opakowaniach, wodę kolońską
*	również w niespotykanej u nas sza¬
cie oraz zmieniające się na skórze,
tzw. utleniające kredki do warg.
Wymienione asortymenty stanowią
tylko część zamierzeń, jakie przemysł
kosmetyczny postawił sobie na naj¬
bliższą przyszłość. Celem naszym jest
bowiem całkowite zaspokojenie wy¬
magań rynku, w dodatku tak zrozu¬
miane, aby w niedługim czasie u-
przywilejowanie przez kogokolwiek
preparatów zagranicznych mogło być
traktowane wyłącznie jako snobizm.
mgr. inż. ADAM ŚWIECA
„Barcarola", „Amulet", mydła toaleto¬
we 1 do golenia „Uroda" 1 „Ewa" oraz
wiele,, wiele Innych zdobyły sobie po¬
wszechne uznanie 1 wciąż wzrastającą
masę stałych odbiorców.
PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ
Nie poprzestając na tym, przemysł
opracował szereg nowych wyrobów,
które w najbliższej przyszłości ukażą
się w handlu. Fabryka „Uroda" pro¬
dukować będzie nowe wartościowe
kremy: poziomkowy, brzoskwiniowy i
miodowy. Ten ostatni • jest już na
rynku i wg uzyskanych relacji zdobył
sobie z miejsca powszechne uznanie
zarówno za jakość jak i wygląd ze¬
wnętrzny. Wkrótce ukażą się również
przygotowywane w tej fabryce no¬
we rodzaje wód kwiatowych i koloń-
skich wysokiej jakości, oraz lekko
pieniący się proszek do zębów. Zespól
poznański przygotowuje efektowne
perfumy stałe, oraz trudnościeralne
kredki do warg, a łódzka „Ewa" my
ści i zwiększenia trwałości kredek do
warg.
Również produkcja mydeł toaleto¬
wych w oparciu o wyższe gatunki
tłuszczów i zwiększone normy zuży¬
cia olejków zapachowych, wykazuje
wyraźną poprawę.
Już teraz szereg artykułów Jak: pasta
„Lechia", oliwa, zasypki i pasta dla
dzieci, szampon w płynie „Pixin“, „Pe-
trol" i woda pokrzywowa „Uroda", kre¬
my „Nivea“, „Śnieg Tatrzański", „Gold-
cream Uroda", przeciw piegom „Hali¬
na", gliceryna zgęszczona „Uroda", wo¬
dy „Przemyslawka", potrójna „Pulsa",
„Poemat", „Ja i Ty", „Preludium",
„Czar Warszawy", perfumy „Sonata",
Piękne jest wa¬
sze miasto — wie¬
lokrotnie pOWtOr
reali marynarze
radzieccy zwiedza,
jąo Warszawę. —
Starówka urzekła
ich swoim czarem.
niespo-
spotkanie
szkoły
przy ul. Raszyh-
skiej były wła¬
śnie na Cmenta-
rzu - Mauzoleum
poległych żołnie-
rzy radzieckich,
gdy przybyła tu
grupa marynarzy.
Zawiązała się, jak
to widzimy
zdjęciu, przyjaciel
ska pogawędka.
W październiku zawody wstępne
„Olimpiady Fizycznej”
Kotlety czekają na... patelnie
51 patelni elektrycznych, wywro-
lyeh, czeka na podwórzu w Łódz-
ich Zakładach Metalowych na roz-
« A0( O
i dzień 16 październik. 1953 r. (niedziela)
Program I — na fali 1322 m.
Program dnia 7 20 14 00 Wiadomości 900
X) 8.00 12.04 16.00 20.00 23.00
6.05 Muzyka 6.45 Audycja dla brygad SF
» „Od melodii do melodii" 7 55 Kalen-
irz radiowy 8.10 Muzyka S.30 „5:0 dla
lodoócl'' 9.00 Odpowiedzi Fali 40 9.15 Mu¬
lta 955 Zagadki muzyczne audycja sło-
no-muzyczna w oprae. A. Chodakowskie-
> 10.15 Audycja dfa rodziców 10.30 Słu-
icwisko dla wojaka St. Stampfla 1 S.
iembickiego pt „Opowieść o sześciu to-
arzyszach" 12.15 Przerwa 14.05 Audycja
• WSI 15.15 Melodie do tańca gra Polska
apela Ludowa pod dyr. F. Dzierżanow-
:iłgo 15 46 Felieton literacki 16.20. Pieśni
idzieckie 16.40 „Kronika pewnej podrO
'. cz. IV opowieści Jerzego Grygoluna-
i pt. „Wiosna odnaleziona" Z cyklu:	Z
'egiem Wisty i Odry 17.30 Muzyka tamę
ma — gra Ork. P.R. pod dyr. Jana CaJ-
iera 18.10 Mówi Nowa Huta 16.30 „Dla
tódego co* miłego" — wyk. Ork P R
od dyr. Stefana Rachoń!* 19 30 Zagadka
teracka w oprać, i reżyserii Zbigniewa
opałki 30.15 Felieton 20.30 Wiadomości
Tortowe 20 35 Beethoven: „Fidelio" opera
' i aktach w wyk. Chóru i Ork. Symf
ozgt. Lipskiej NRD z udziałem solistów
yr. Gerhard PllUger 22.48 Muzyka tamecz
4.
Program 11 — na fali 407 m.
Program dnia 6.55 Wiadomości 6.00 7 00
■to 12.04 17.00 21 00 23.50
•■00 Muzyka 7.05 Kalendarz raditowy 7.10
Od melodii do melodii" 6.20 Muzyka roz-
ywkowa 8.55 Nowe nagrania — audycja
łowno-muzyczna 9.25 ..Wieś tańczy i śpie-
**“	9 40 Audycja dla dzieci w wieku
kredszkoittym 9 35 Skrzynka Ogólna PR.
v oprać, t' Krzemienia 10.10 Poezja i mu
yka — „Dwie byliny sta-roruskle" rtu-
'howlsko poetyckie T. Lopalewskiego 10.40
! cyklu: „Sylwetki uczonych" — prof. An
Boi. Dobrowolski pog. J. Kędxi«-r-
fciego 1050 Robotnicze zespoły świetllco-
Przed mikrofonem P R 1110 „5:0 dla
ntodośct" 11.40 Skrzynka Wszechnicy Ra-
liowej 12.15 Poranek symfoniczny muzyki
fłdzisokiej. W programie: Prokofiew. K»
»»lewski 1 Budawkln 13.15 Audycja dla
Modziety 13 30 Koncert Orkiestry R«zg'
Szczecińskiej p.R pod dyr Wl. Górzyn
5*1*10 14.10 Warszawski Tygodnik DZwią:
*°wy 14.35 Koncert życzeń 14 40 Piosenki
•'Wiiłtie 14 50 Radziecka muzyka filmo-
13* 15.15 Audycja dla dzieci 16 00 Co przy¬
noszą nowe „Problemy" 16-20 Muzyka t*
h orana 17.15 Z życia ZSRR" 17 45 Chwt-
‘4 poezji 17 50 Koncert rozrywkowy w
Jyk. Ork Rozet Bydgoskie! P.R P°°
dyr. Arnolda Rezlera i Waleriana Pawłow-
•kiego 11.30 „Na fali humoru i satyry
15 to Koncert Chopinowski w wyk son¬
etów radzieckich 19.30 „Ostatnia granica
•hichowisko wg opowieści Howarda Fasta
21.15 Felieton 2130 Melodie taneczne w
kryk. zespołu instrumentalnego pod dyr
Haralda 22.00 wiadomości sporto
dzielniki, których nie przysyła Mini¬
sterstwo Handlu Wewnętrznego, Cen¬
tralny Zarząd Zaopatrzenia Handlu
(Warszawa, Bracka 16). Patelnie
rdzewieją na dziedzińcu, a tymcza¬
sem w zakładach zbiorowego żywie¬
nia kotlety czekają na patelnie, a
konsument czeka na kotlety.
W. Domaszewski
Lekarze z pomocą wsi
Oddział Zdrowia Dzielnicowej Ra¬
dy Narodowej Warszawa - Mokotów ,
w kwietniu br. nawiązał łączność ze
spółdzielnią produkcyjną we wsi
Głosków, pow. Garwolin. W ciągu
półrocza w Głoskowie było 9 na-
szych zespołów lekarskich. Ogółem
w ekipach brało udział 56 osób — le¬
karzy pielęgniarek i rejestratorek
Lekarze interniści udzielili 564 porad,
lekarze dentyści 396. Pielęgniar¬
ki wygłaszały pogadanki, sprawdzały
stan sanitarny ludności, robiły opa¬
trunki i zastrzyki. Ludność Głoskowa
ha rdzo jest zadowolona ze stałej
opieki lekarskiej, jaką zapewniają jej
nasze zespoły.	Maria Selecka
Wzorem lat ubiegłych Polskie To¬
warzystwo Fizyczne organizuje dla
uczniów szkół średnich zawody w
zakresie fizyki pod nazwą „Olimpia¬
da Fizyczna". W pierwszej i drugiej
„Olimpiadzie Fizycznej", które od¬
były się w ciągu ostatnich dwu lat,
zawody były trzystopniowe. W roku
bieżącym Komitet Główny Olimpia¬
dy Fizycznej postanowił poprzedzić
je zawodami wstępnymi.
Uczestnik z-awodów wstępnych rozwiązu¬
je w domu nadesłane przez Komitet do
szkoły zadania, z których jedno Jest za¬
daniem eksperymentalnym. Może on przy
tym korzystać z podręczników i tablic fi¬
zycznych: a po rozwiązaniu oddaje zada¬
nia do sprawdzenia nauczycielowi fizyki,
który nazwiska zawodników wraz z oce¬
nami przesyła najpóźniej do 31 paździer¬
nika rb. do właściwego Komitetu Okrę¬
gowego Olimpiady Fizycznej. Komitety
Okręgowe mieszczą się w Gdańsku, Gliwi¬
cach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Pozna¬
niu, Toruniu, Warszawie 1 Wrocławiu.
Zawody I stopnia odbędą się w li¬
stopadzie i grudniu rb. — również na
terenie szkół, zawody II stopnia —
w lutym 1954 r. w Okręgach, zawo¬
dy III stopnia w kwietniu 1954 r.
w Warszawie.
Zwycięzcy „Olimpiady" uzyskują po u-
kończeniu szkoły średniej prawo wstąpie¬
nia bez dalszych egzaminów na wydziały
matematyki, fizyki i chemii uniwersyte¬
tów i na dowolne wydziały wyższych
szkół technicznych. Przy wstąpieniu na
architekturę obowiązuje egzamin z rysun¬
ku. Nagrodzeni mogą otrzymać specjalne
stypendia naukowe.
Zwycięzcy z poprzednich Olimpiad
studiują obecnie na wyższych uczel¬
niach w kraju, jeden zaś wyjechał
na studia wyższe do Związku Ra¬
dzieckiego.
Nauczycielstwo zachęci niewątpli¬
wie młodzież szkolną do wzięcia jak
najliczniejszego udziału w tegorocz¬
nej „Olimpiadzie Fizycznej", przez
co osiągnięty zostanie podstawowy
cel Olimpiady:
„rozbudzenie wśród młodzieży szkol¬
nej zainteresowania fizyką, podniesienie
poziomu wykształcenia w tej dziedzinie
oraz zapewnienie dopływu na wyższe
studia fizyczne f techniczne najodpo¬
wiedniejszych kandydatów."
SPORT
SPORT SPORT SPORT SPORT
Ligowcy finiszują w Warszawie
Rozgrywki o mistrzostwo I Ligi do¬
biegają końca. Niektóre zespoły ma¬
ją jeszcze do rozegrania jedno spot¬
kanie, większość dwa lub więcej.
Zasadnicze rozstrzygnięcia co do ty¬
tułu mistrza i spadku z Ligi już za¬
padły.
CWKS gra 18 bm. swój przedostat¬
ni mecz z Budowlanymi z Gdańska.
Wojskowym zależy na zwycięstwie,
gdyż ono wysunęłoby CWKS w ta¬
beli rozgrywek przed stołeczną Gwar¬
dię i rozstrzygnęło o nieoficjalnym
tytule „mistrza Warszawy". Wojsko¬
wi wystąpią w składzie: Szymkowiak,
Budziński, Orłowski, Polak, Bieniek,
Wieczorek, Sąsiadek, Jankowski,
Szymborski, Olejnik i Cechelik. Re¬
zerwa — Gogolewski. CWKS ostatnie
spotkanie z UDA rozegrał słabiej, niż
się spodziewano, lecz tę obniżkę for¬
my należy położyć na karb zmęczenia
wyjazdem do CSR. Wojskowi wypo¬
częci idą z Budowlanymi w bój ja¬
ko faworyci.
Budowlani z Gdańska są zespołem,
który ma najwyższą w Polsce fre¬
kwencję publiczności. W ub. roku
w czasie rozgrywek o puchar ZMP
Budowlani zadziwiali swą dobrą for¬
mą. W bież. roku grali b. nierówno
i w rezultacie znaleźli się na końcu
tabeli rozgrywek. Do najlepszych za¬
wodników Budowlanych należy obroń¬
ca reprezentacyjny Korynt, bram¬
karz Gruner oraz wybijający się w
ostatnich zawodach młody napastnik
Baran.
Zawody odbędą się na boisku WP.
o godz. 15, a poprzedzi je mecz re¬
zerw. Zawody główne będzie prowa¬
dzi! sędzia Storoniak ze Stalinogrodu.
Dozsa grać będzie
tu Moskujie
Do Moskwy przybyła węgierska
drużyna piłkarska Dozsa, która ro¬
zegra kilka spotkań z zespołami ra¬
dzieckimi. W pierwszym meczu, w
dniu 18 bm. przeciwnikiem Dozsy
będzie mistrz ZSRR moskiewski
Spartak.
Rekordouje kłopoty
Stawczyk debiutuje w 10-boju
Lista nagrodzonych w 40 Konkursie Dodatku llustr.
~	1	**	(r\	PiasPkT7.nnk	M.	Bu-
Rozwiązanie: 1. kontrabas, 2. har¬
fa, 3. waltornia, 4. kocioł.
Nagrody książkowe drogą loso¬
wania otfzymali:
M. Marcińczyk, W-wa, Saska Kę¬
pa, Kryniczna 10 m. 1, A. Hofmann,
W-wa, Krak. Przedm. 16/18 m. 18,
K Szczygieł, W-wa, Ciepła 3/J6, B.
Wyszyńska, W-wa, Kopińska 24 m.
19 J Wójcik, W-wa, Słupecka 8 m.
15,’ K. Neubelt, Wólka Kozodawska,
Wschodnia 13 (p. Piaseczno), M. Bu¬
dzyński W-wa, Reja 3/3, S. Garwa-
cki, W-wa, Chmielna 128 m. 109, Z.
Andrzejczyk, W-iwa, M. Reja 1 m. 3,
C. Trzcińska, W-wa Praga, Zamoj¬
skiego 24 m. 13, L. Pawelec, Lublin,
Kościuszki 5/17, A. Amerek, Radom,
Malczewskiego 17 m. 5, J. Lubecka,
Białystok, Widok 4, C. Szydłowski,
p. Przyrów, pow. Częstochowa, M.
Derwich, Starachowice, Pochyła 5,
Nagrody wysyłamy pocztą.
Zasłużonego mistrza sportu Zdoby¬
sława Stawczyka podziwialiśmy do¬
tychczas najczęściej jako bardzo do¬
brego szybkobiegacza. Oklaskiwaliśmy
jego sukcesy w spotkaniach ze sprin¬
terami nie tylko naszymi, ale i za¬
granicznymi. Bardzo rzadko Staw¬
czyk skakał (jego rekordy życiowe
705 w dal, 180 wzwyż).
Ostatnio Stawczyk, który już od
początku kariery zdradzał wszech¬
stronne uzdolnienia, zaczął poważnie
myśleć o startach w wieloboju. W
lecie nastąpiła pierwsza próba i Staw¬
czyk ustanowił rekord Polski w 5-
boju, osiągając w poszczególnych kon¬
kurencjach: 100 m — 10.8; w dal
690; kula — 10,38; wzwyż 173 i 400
m — 49,4. Podobnej wartości wyniki
osiągnął i w czasie mistrzostw Pol¬
ski, choć pogoda była wybitnie nie¬
sprzyjająca. Fakt ten potwierdził, że
forma Stawczyka, jako wieloboisty,
jest dość skrystalizowana.
W najbliższą sobotę i niedzielę
Stawczyk w czasie mistrzostw Polski
zadebiutuje jako 10-boista i możemy
oczekiwać jeszcze jednej rewelacji z
jego strony. W biegu 110 m. pł.
Stawczyk nie jest nowicjuszem. Przed
paru laty startował w tej konkuren¬
cji z powodzeniem, zbliżając się do
16 sek. Oszczepem i dyskiem rekor¬
dzista Polski w biegu 200 m i w 5-
W harcerskich drużynach
. .	.	  1	Aś... m-m nrławnrtnlfY TIR peł~
2 całei Polski 22 30 wiadomości spor-	czynników:
•9 22.48 wiec/oma serenada 23.10 Utwo kilka cz.y:
Karoli Gounoda — audycja riowno mu
zn« w opracowaniu J Kańskiego,
zezegółowy progom audycji zamieszcza
Radło f Świat",
niskie Radio zastrzega sobie moiliwoćC
iłn w programie.
Rok szkolny rozpoczął się 1 wrze¬
śnia Natomiast rok pracy szkolnych
drużyn harcerskich rozpoczyna się
dopiero teraz. Wybory do rady dru¬
żyn i rad zastępów wchodzą obecnie
w stadium końcowe, zaczynają ryso-
wać się wyraźniej plany pracy dru-
ryn na bieżący rok szkolny. Plany
te są bardzo obszerne i urozmaicone,
wszystkie jednak ^ierzają do jed¬
nego i tego samego celu. drużyna po
winna być pomocnikiem szkoły w
Dodnoszeniu poziomu nauczania i w
wychowywaniu młodzieży. Harcerz
powinien przodować w nauce i pra¬
cy społecznej, swoją postawą służyć
za wzór innym kolegom.
Doświadczenia ubiegłego roku uczą
jednak, że praca poważnej części war¬
szawskich drużyn nie dawała zado¬
walających rezultatów, ze zadania,
które harcerze postawili przed sobą,
często nie były wypełniane. Jakie by
cowała naprawdę dobrze, składa się
ników: dobry przewodnik
drużyny, współpraca kierownictwa
szkoły gro*a nauczycielskiego oraz
«*»££ i
śnlmv to pokrótce: są przewodnicy na^peł¬
nym' etacie i przewodnicy ryczałtowi.
Pierwsi, to nauczyciele, którym mniej¬
sza ilość godzin lekcyjnych pozwala na
dodatkowe zajmowanie itię ■dr^uźyną. Dru-
dzv _ to nauczyciele, którzy mają pełny
komplet godzin lekcyjnych, zajmują «tj
ponadto sprawami harcerskimi. Są te
przewodnicy społeczni - uczniowie klM
licealnych, bądź specjalni przewodnicy
lnstowemZsą judzie, którzy dla spraw
harcerstwa mają mniej '»b	C1
Oczywiście lm mają go mniej, tym wię
cej cierpi na tym praca drużyny.
Trudno, rzecz Jasna, za ten stan rzeczy
winić nauczyciela, który ma liczne obo¬
wiązki zawodowe. Przygotowuje »i? prze
cież do lekcji, uczestniczy w zebraniach
klasowych, rady pedagogicznej zebraniach
rodzicielskich, no 1 sam	ł®*p®ęv
A wiec siła faktu — nie może być obecny
na każdej zbiórce, nie moZe brać pcłne_
go udziału w życiu drużyny. Trudno też
winić za to ucznia IX czy X klasy» k o
rogo najważniejszym obowiązkiem powm-
na być i jest nauka.
Wynika z tego, że dotychczasowa
metoda powierzania funkcji przewo¬
dnika drużyny ludziom, którzy
mając najczęściej jak najlepsze chę¬
ci — nie mogą jej poświęcić odpo¬
wiedniej ilości czasu, jest niewłaści¬
wa. Metodę tę stosuje się dlatego,
że harcerstwo odczuwa dotkliwy brak
własnych, odpowiednio przeszko onych
pracowników, Dnieje się tak dlatego.
że ZMP szkoli za mało przewodni¬
ków drużyn.
Jest rzeczą zrozumiałą, że instruk¬
tor ZMP — przewodnik drużyny, dla
którego praca z drużyną stanowi za-
tej rodziców z drużyną harcerską je*
saanicze tany ,	 „„	ciaele	bardzo
gaństwa, z którymi nie mogły sobie
dać rady inne szkoły — oto rezulta¬
ty.
Pozostaje jeszcze .jedno ogniwo te¬
go łańcucha — dom, rodzice. Kontakt
oau tllLŁG	9	  *	*	.	.
pracy maksimum swych sił. Pisali
śmy np. przed tegorocznymi sierpnio¬
wymi konferencjami nauczycielskimi
o Mieczysławie Binkiewicz — takiej
właśnie przewodniczce ze szkoły nr
54. Pisaliśmy, jak dobrze pracuje kie¬
rowana przez nią drużyna.
Dotychczas jednak we wszystkich
warszawskich szkołach podstawowych
jest zaledwie kilkunastu przewodni¬
ków — instruktorów.
Teraz druga sprawa — współpracy
kierownictwa szkoły i grona wycho¬
wawców z drużyną. O tym, ze jes
ona na ogól słaba, świadczy chociaż¬
by fakt, że na 5 szkół, które odwie¬
dziliśmy, tylko w jednej kierownicz¬
ka umiała dać wyczerpującą i wni¬
kliwą ocenę pracy drużyny w swo¬
jej szkole.
Że dobra praca drużyny jest po¬
mocą w wychowaniu młodzieży, widać
najlepiej na przykładzie drużyny im.
J. Dąbrowskiego ze szkoły nr 1J5.
Wydatna poprawa poziomu naucza¬
nia, duża liczba przodowników nau¬
ki i pracy społecznej, z których 90
proc., to właśnie harcerze — i ^zecz
znamienna — brak objawów chuli-
również na ogól jeszcze ciągle bardzo
słaby. Wynika to oczywiście z medo-
cenienia przez nich roli harcerstwa
w szkole. Byliśmy niedawno na ze¬
braniu komitetu rodzicielskiego w
szkole podstawowej nr 68. Słyszeli-
śmy sprawozdanie z pracy za ubie-
gły rok szkolny. A w nim ani słowa
0 współpracy komitetu z drużyną.
Za to w dyskusji bardzo szeroko wy¬
płynęła sprawa chuligaństwa. To ze¬
stawienie jest aż nadto wymowne,
by trzeba było do niego jeszcze cos
dodawać. Takich przykładów jest,
niestety, wiele.
*
Zarówno szkoły, Jak i Zarząd Stołeczny
7MP _ opiekun warszawskiego harcer¬
stwa - znają i przeanalizowali swoje błę¬
dy i niedociągnięcia i z pewnością stara¬
ła się im zaradzić, nie powtarzać Ich w
hież roku. Dowodem tego m. In fakt, Ze
7MP zobowiązał już swoje dzielnicowe za¬
rządy do roztoczenia nad drużynami wię-
liizeł niż dotychczas opieki. Niewątpli¬
wie wzmocni to więź ZMP z harcerstwem
1 wpłynie korzystnie na pracę drużyn.
Naiważniejszym jednak zadaniem jakie
stoi przed ZMP, jest szkolenie kadry do¬
brych Instruktorów i przewodników Bez
nich praca w drużynie nie da pełnych re¬
zultatów, nie ruszy pełną parą. (Kaj.)
boju świetnie nie rzuca, ale osiąga
rezultaty nie gorsze od wielu na¬
szych wieloboistów (około 35 m dy6k
i 45 m oszczep). Ostatnio bardzo pil¬
nie trenował Stawczyk skok o tycz¬
ce, pewnie przechodząc 3 metry. Nie¬
znane są tylko możliwości mistrza
w biegu 1500 m, ale sądząc z 400 m
nie są i one ostatnie.
W sumie, oceniać można możliwo¬
ści Stawczyka na 6200—6300 pkt., a
to oznacza rekord Polski, z którym
są w tej chwili pewne kłopoty.
Obecny .rekord Polski w 10-boju nale¬
ży do Gierutty. Ustanowiony został w
1938 roku w Paryżu, gdy Glerutto zdo¬
był wicemistrzostwo Europy wynikiem
7006 pkt. wg starej tabeli punktacyjnej.
Wyniku tego nie przeliczono jeszcze wg
punktów obecnie obowiązującej tabeli
(byłoby 6187-pkt.) i najlepszy wynik we¬
dług aktualnej tabeli należy do Adam¬
czyka (6167 pkt.). Stawczyk ma więe
przed sobą wdzięczne zadanie: wybawić
z kłopotu sekcję lekkoatletyczną GKKF
i pogodzić 2 najlepszych dotychczas wie-
loboistów.
Wśród zgłoszonych do tej pory do
10-boju brak jest zawodników CWKS,
Nie wiadomo też, czy Adamczyk bę¬
dzie startował w Krakowie. Z roz*
mowy, jaką z nim mieliśmy, wynika
raczej, że nie. Adamczyk grymasił,
że to późno, że zimno itd. Ale może
ostatnie słoneczne dni wpłyną na
rozpogodzenie humorów Adamczyka
i Kraków zobaczy piękną walkę o
tytuł mistrza, w której rekord Polski
można by podciągnąć na dość wyso¬
ki poziom-
W 5-boju kobiet faworytką jest
Minicka. Przygotowując się bardzo
starannie do, startu w Krakowie,
ustanowiła ostatnio kilka rekordów
życiowych, mających być wstępem
do rekordu Polski w 5-boju. Minicka
będzie miała groźną konkurencję,
startują m. in. Arndt, Lesznerówna,
Lerczakówna, Duńska, Bocianówna,
z których Duńska np. może zrobić
wielką niespodziankę „murowanej",
wydaje się, faworytce. (St. S.)
Smjjsłouj zwycięża
Retizewsky^go
W dalszym ciągu międzynarodowego
turnieju ' szachowego kandydatów o
prawo gry z mistrzem świata Botwin-
nikiem (ZSRR), prowadzący w tur¬
nieju Smyslow (ZSRR) w dogrywce
odłożonej partii z zajmującym dru¬
gą pozycję w tabeli rozgrywek Re-
szewskym (USA), zmusił swego prze¬
ciwnika w 56 posunięciu do podda¬
nia się. Zwycięstwem tym arcymistr*
Smysłow zdecydowanie umocnił swo¬
je przodownictwo w turnieju.
Po 25 rundach prowadzi Smy¬
słow — 15,5 pkt. (po 23 grach), przed
Reszewskym — 14 pkt. (po 24 grach),
Bronszteinem —	13,5 pkt. (po 24
grach) : Keresem — 13 pkt. (po 23
grach)
Kr. B
Rażący przykład niedbalstiua
Nie wyegzekwowane wnioski o ukaranie opornych
przyczyną załamania planów obowiązkowych dostaw
Asfaltowa szosa wije się wśród, daoh, jak w Rybiance, Bąkowie czy
łagodnych pagórków, poprzecina-1 Chustce chłopi pod wpływem przepro-
nych zieleniejącą tu i ówdzie ozimi¬
ną. Po obu stronach widać rolników
przy kopaniu ziemniaków | sprzęcie
ostatnich buraków. Mijamy .jeszcze
jedno wzniesienie i oczom, jak na
dłoni ukazuje się miasteczko Szydło¬
wiec. Do prezydium Gminnej Rady
Narodowej trzeba jeszcze skręcić w
lewo, w wąskie obejście zabudowań
i już jesteśmy na miejscu.
O. tej porze, w październikowe po¬
południe trudno zastać przewodniczą¬
cego w biurze. Wyjechał w teren w
sprawie skupu — informują pracow-
rucy. A my właśnie w tej spraw.e. Do
rozmowy przyłącza się gminny dele¬
gat Ministerstwa Skupu — Zofia Ka¬
nia. — Może ja poinformuję — mówi
— to jest właśnie mój dział pracy.
Wyjaśnienia delegata Ministerstwa
potwierdziły naszą opinię o gminie,
która w powiecie radomskim osiągnęła
najwyższy procent wykonania obo¬
wiązkowych destaw. Spójrzmy do kar¬
toteki. Plan roczny dostaw zboża wy¬
konano w 80 proc., ziemniaków — 50
proc., żywca — 80 proc. Tyle w pro¬
centach.
Co zadecydowało o tak poważnym
wykonaniu pianu dostaw przez gminę
Szydłowiec?
W pierwszym rzędzie — opowiada
ob. Kania — przykład dał aktyw gmin
ny. który do obecnej chwili nie zalega
z ani jednym kilogramem. Przykład
ten zachęcił i zobowiązał rolników do
terminowej odstawy. W wieiu groma-
wadzonej tam pracy uświadamiającej
przez aktyw gńnnny i robotników zor¬
ganizowali manifestacyjne dostawy do
punktów skupu.
Oczywiście — stwierdza delegatka
— że wśród pozytywnych faktów wy¬
konania obowiązków przez rolników,
znalazły się i złe, które usiłowały za¬
hamować pomyślny przebieg dostaw.
W gromadzie Chustki Stanisław Kwie¬
cień zalegał z odstawą 800 kg zboża.
Miał on wszelkie możliwości aby ilość
tę bez reszty oddać. Gdy rue pomogły
indywidualne rozmowy przeprowadzo¬
ne przez jego sąsiadów, ani perswazje
sołtysa — nazwisko Stanisława Kwiet
nia umieszczono w „Błyskawicy1'.
Efekt był błyskawiczny. Rolnik całą
należność uregulował już po kilku
dniach.
Tyle o gminie Szydłowiec.
Jak w innych gminach i gromadach
powiatu radomskiego' przebiega tak
ważna akcja — skup ziboża, ziemnia¬
ków i żywca?
Fakty dowodzą, że większość gmin
w poważnym stopniu zalega z dosta¬
wami. Choćby gmina Orońsko. Roczny
plan wykonano tu zaledwie w 30.2
proc. w zbożu, a w, ziemniakach?
Trudno było odpowiedzieć gminnemu
delegatowi Tadeuszowi Rokicie, gdy
pytaliśmy o przyczynę tak poważnego
niedoboru w dostawach.
— Myślę — opowiada po chwili —
że głównej przyczyny należałoby się
doszukiwać we wnioskach o ukaranie
Czekamy na następnych
Pracoiunicy Zarządu Energetycznego
pomagają w porządkowaniu placu
Pomnik Wdzięczności dla Armii
Radzieckiej odsłonił już swoje wyra¬
ziste kształty- Prace wykończenio¬
we trwają jednak dalej. Budowni¬
czowie, artyści-rzeźbiarze, majstro¬
wie, cieśle przystąpili do ostatniego
cyklu prac — do porządkowania pla¬
cu otaczającego pomnik. Pomagają
im w tym pracownicy radomskich
instytucji i zakładów.
IMPREZY SPORTOWE
W godzinach przedpołudniowych na
ulicach Radomia odbędą się wyścigi
kolarskie pod nazwą „Z m krofonem
w zawody o puchar redakcji ąudycj:
lokalnych". Udział w wyścigu wezmą
kolarze warszawscy, lubelscy, kieleccy
i radomscy — ze Spójni, Włókniarza i
Stali. Początek wyścigów o godzinie
10.
Dziś o godzinie 15 na stadionie. ZKS
Stał przy ul. Narutowicza odbędzie
się mecz piłkarski o wejście do III Li¬
gi pomiędzy GWKS Łódź — Stal Ra¬
dem. (zh)
Koło sportowe „Start" zaprasza
W dniu 19 bm. o godzinie 17 w
świetlicy spółdzielni „Współpraca" ul.
Traugutta 62'odbędzie się zebranie
członków sekcji (szachowa, strzelecka,
piłka nożna, piłka ręczna, tenis sto¬
łowy, motorowa). Z uwagi na ważność
omawianych spraw kierownictwo ko¬
ła sportowego Start prosi o liczne przy
bycie.
Dziś i jutro
na radomskiej antenie
Dziś o godzinie 17.45 w programie
lokalnym usłyszymy reportaż Euge¬
niusza Królickiego pt. „Tydzień w no¬
tatniku obserwatora". Obszernym spra
wozdaniem z wyścigów kolarskich o
puchar przechodni redakcji oraz .„Ra¬
diowym kalendarzykiem", Radom za¬
kończy program lokalny.
Jutro 7.10 rano na antenie radom¬
skiej głos zabiorfj korespondenci. Re¬
portażem sportowym z meczu piłkar¬
skiego GWKS Łódź — Stal Radom
oraz skrzynką informacji „radiowe co
gdzie i kiedy" redakcja audycji lokal¬
nych zakończy program poranny.
Wieczorem zaś o godzinie 18.30 głów
ny inżynier Przedsiębiorstwa Budo¬
wlano - Remontowego Przemysłu Ma¬
teriałów Ogniotrwałych Jerzy Vogel,
wygłosi pogadankę pt. „Opowiem
wam o najżywotniejszych zagadnie¬
niach naszego przedsiębiorstwa". Po¬
niedziałkowy program lokalny zakoń¬
czy wesoły felieton i wiązanka melo¬
dii radzieckich.
W dniu 14 bm. 36 • pracowników
Zarządu Energetycznego Okręgu
Wschodniego, pracowało po godzi¬
nach służbowych na placu Jagielloń¬
skim. W tej dwugodzinnej pracy (od
15 do 17) wyróżnili się pracownicy:
Bogumifa Chołocińska, Kazimiera
Cieloch, Marian Łęczycki, Jan Ba-
lame, Franciszek Papliński. Józefa
Chudzińska, Olga Suchocka, Graży¬
na Górska, Bogusława Łepecka i
wielu innych.
Tak więc październikowe zobowią¬
zanie pracowników zarządu energe¬
tycznego Okręgu. Wschodniego, wykor
nane. zostało, w termip.ie.  .trcA,.,
z roku ubiegłego. W gminie Orońsko
ukarano grzywnami w wysokości
30.830 zł. za ntewywiązanie się ze swo
ich obowiązków 293 opornych rolni¬
ków. Upłynął już przeszło rok, a u-
prawomocnione wnioski jak leżały,
tak leżą do dziś w biurku... przewod¬
niczącego prezydium GRN Józefa 'Woj
Ciechowskiego. Taki sam los spotkał
wnioski z roku bieżącego na kwotę
1.200 zł.
Trudno się dziwić, że „ukarani" w
ten sposób nakazami kpią sobie z
tych, którzy wywiązali się ze swych
obowiązków w terminie. Oczywiście,
że takie przykłady niewyeiągajnia
konsekwencji wobec opornych za¬
chęcają wielu do wstrzymywania się
z realizacją dostaw. Ma to oczywiś¬
cie poważny wpływ na obowiązkowe
dostawy w całej gminie.
Nie na tym kończą się jednak kło¬
poty gminnego delegata. Ministerstwa
Skupu ob. Rokity. Wielu radnych, a
nawet sołtysów — mówi on — nie wy
kazuje wcale obywatelskiej postawy,
jeśli chodzi o uregulowanie należności
wobec państwa. Do takich należą: Jan
Malik z gromady Miodocin, którego za
ległeść wynosi 677 kg, Władysław
Słoń, Guzów Kolonia — 221 kg, Mada
Suligowska, Orońsk — 388 kg, W dłu¬
giej liście zalegających wtdz:my na¬
zwiska sołtysów, a wśród nich: Józefa
Bukalskiego z Różek — 155 kg. Józefa
Krawczyka z Krcgulczy — 100 kg.
Nic też dziwnego, że za przykładem
radnych i sołtysów podążają, niektórzy
rolnicy, a ulegając podszeptom kuła¬
ków wstrzymują się od wywiązania z
obowiązków wobec państwa. Niespo-
sób przemilczeć faktu o plotce z gor¬
liwością podsycanej przez bogatego
gospodarza Stefana Hebdy z Guzowa.
Ten bogacz, aby odciągać chłopów od
spełnienia patriotycznego obowiązku,
chodzi po gromadzie rozsiewając ob¬
łudnie wiadomość, jakoby odstawy
miano wykonywać tylko w 50 proc.
wymiaru oznaczonego nakazem. Oczy¬
wiście, że wiadomość ta jest niczym
innym, jak kłamstwem rozsiewanym
przez kułaków i ich kumotrów.
Przykład Orońska nie jest odosob¬
niony. Podobnie dzieje się i w innych
gminach i gromadach. Wskutek tego
powiat radomski znajduje się na ostał
nim miejscu w odstawach zboża w wo
jewództwie.
Poważny niedobór w dostawach
trzeba wyrównać. Powinny tym za¬
jąć się rzetelnie prezydia Gminnych
Rad Narodowych i aktyw gminny,
który musi wyjaśniać rolnikom zna¬
czenie terminowej realizacji dostaw
— że chodzi tu o ważną sprawę —
chleb dla ojczyzny.
Przykładem, w jaki sposób spro¬
stać temu zadaniu powinna służyć
gmina Szydłowiec, która z honorem
wykonuje swoje plany dostaw. A
' więc z Szydłowca warto brać przy¬
kład. (bd)
Z konferencji w Milicy
W"*'"*-
Ze wszystkich oddziałów ZBM,	odcinków budów KPZB,
hotniry technicy i inżynierowie przodują-y majstrowi* dzielili su
doświadczeniami na I Wojewódzkiej Konferencji Techniczno
Gospodarzami była załoga budującego się osiedla mieszkaniowego M m
Zdobyte doświadczenia o których	szeroko	mowiono	podczas
i	w dyskusji posłużą w zdobywaniu	dalszych	osiągnięć	w budo*^
przemysłowym i mieszkaniowym. ....	..	.,
Na zdjęciu brygady robotnicze	składają	meldunki	prezydium	|
ferencji.
fot. Włodarzeni,
«Wasze szczęściejesMiaszMn^^zcz£9eiem>>
serdecznie powitał
przyjaciół z ZSRR
Radom
swoich
Wieczorem 15 bm. do radomskiego
teatru im Sb Żeromskiego śpieszyły
tłumy ludzi. Tym razem teatr prze-
surął początek przedstawienia nu go¬
dzinę 20. Sztuka ta sama — „Zwy¬
cięstwo", ale... przyjechali na nią
goście radzieccy.
Członkowie kół TPP-R z różnych
zakładów pracy i instytucji, żołnie¬
rze Wojska Polskiego, młodzisz ze-
tempowska pracująca i szkolna —
przyszli powitać drogich gości i przy
jaciół.
7. okazji bowiem Miesiąca Pogłę¬
bienia Przyjaźni Polsko - Radzieckiej
przyjechała do Polski delegacja
Wszechzwiązkowego Komitetu Łączne
ści Kulturalnej z Zagranicą (WOKS)
Są wśród niej profesorowie, inżynie¬
rowie, rzemieślnicy, robotnicy i chłopi
Spotykają się z załogami zakładów
pracy, młodzieżą, mieszkańcami miast
i wsi i dzielą się z nimi swymi osiąg¬
nięciami i doświadczeniami. Człon¬
kowie tej delegacji przybyli do wo- jcte
rzy walczą z nami o pokój, p|,
niu narodu radzierkirgo
w aa, że pomożemy wam we m,
kich poczy naniach. Wasze nt«
jest naszym szczęściem.
Burza okrzyków i oklasków r
otrzymują wiązanki kwigtfa
Będziemy jedli smaczne wędliny
Nareszcie radzono nad jakością wyrobów masarskich
Dlaczego kiszka kaszana kupiona w
sklepie PSS nie smakuje tak, jak ten
sam towar nabyty w sklepie garma¬
żeryjnym MHM?..
Dlaczego salceson z etykietą Ra¬
domskich Zakładów Mięsnych posia-
II Świętokrzyski Raid Górski PfIK zakończony
II bm. zrkończył się w Kielcach
II Świętokrzyski Raid Górski PTTK.
W Raidzie wzięły udział drużyny ZS
„Kolejarz" i ZS „Budowlani" z Kielg,
drużyny z Wałbrzycha, Opola, Rado¬
mia, Starachowic oraz wojskowe i
szkolne drużyny z Kielc. Zawodnicy
przebyli w 3 etapach 75 km. trasy
górskiej. W dniu 9.10 od Wiśniówki
przez Radostową do Sw. Katarzyny,
dnia 10.10. cd Sw. Katarzyny przez
Sw. Krzyż do Łagowa i 11.10. od ”
gowa przez Kozieł-Widelki do Dale¬
szyc. W drugim dniu wzięli udział
przy budowie drogi z Nowej Słupi
do Bielm, w trzecim zwiedzili zbiory
Muzeum Świętokrzyskiego w Kiel¬
cach.
Za podstawę do klasyfikacji 4—7
osobowych drużyn wzięto oprócz
przebycia trasy zespołowość i kole¬
żeństwo międzydrużynowe, wiadomo¬
ści topograficzne i krajoznawcze oraz
ekwipunek drużynowy i osobisty za-
wodnikó’ \
Na pierwsze miejsce wysunęła się
drużyna PTTK z Wałbrzycha, której
Komisja Sędziowska przyznała 1 na¬
grodę tj. skafander i 5 egz. albu¬
mów — „Góry Świętokrzyskie1. Dwa
drugie miejsca zajęły drużyny woj¬
skowe, które otrzymały rękawiczki
skórzane i 8 t. książek. Trzecią i
czwartą nagrodę zdobyły drużyny ZS
„Budowlani" Kielce i PTTK Stara¬
chowice.
W grupie młodzieżowej wyróżniły
się 2 drużyny Lic. Chałubińskiego z
Radomia, które otrzymały nagrody
książkowe.
Nagrody ZW ZMP dla najmłodszego
zespołu, sklasyfikowanego w grupie
młodzieżowej na trzecim miejscu zdo¬
była drużyna Lic. TPD nr 1 z Kielc.
Za obsługę sanitarną Raidu wyróżnio¬
na została drużyna Państwowej Szko¬
ły Pielęgniarskiej z Kielc, która o-
trzymała nagrodę Zarządu Woje¬
wódzkiego PCK.
W podsumowaniu wyników Raidu
Sędzia Główny inż. Gustaw Szelłer
podkreślił znakomitą postawę tury¬
styczną drużyn, oraz bystrą orienta¬
cję topograficzną, i duże wiadomoś¬
ci krajoznawcze drużyn wojskowych.
Przewodniczący WKKF mgr. Hen¬
ryk Osterczy w swoim przemówie¬
niu nawiązał do obchodu 10-lecia
Ludowego Wojska Polskiego, w ra¬
mach którego Raid był organizowa¬
ny.
da za dużo galaretki i jest źle uło¬
żony?..
Podobnych pytań możnaby zada¬
wać wiele, tyle ile dręczy jeszcze
do tej pory klientów-mieszkańców
Radomia. Jeąt botkiem . faktem, że
zakłady dostarczające na rynek ra¬
domski wyroby wędliniarskie nie sto¬
sują norm jakościowych i receptury.
Wędliny dostarczane przez warsztaty
rzemieślnicze Powszechnej Spółdziel¬
ni Spożywców i Miejskiego Handlu
Mięsem nie są robione ściśle według
wyznaczonej receptury. Stąd różni¬
ce w smaku wielu wyrobów pocho¬
dzące z różnych zakładów.
Temu ważnemu zagadnieniu po¬
święcona była piątkowa narada pro¬
ducentów wyrobów mięsnych, dystry¬
bucji oraz konsumentów, których re¬
prezentowali przedstawiciele zakła¬
dów pracy. Jest to pierwsza cenna
inicjatywa — wysunięta przez ra¬
domski zakład CŻPMs — wymiany
doświadczeń między zakładami przy
uwzględnieniu wymagań konsumen¬
tów. Narada połączona była z próbą
wyrobów produkowanych przez wszy¬
stkie zakłady przetwórstwa mięsnego
i szczegółowym omówieniem ich ja¬
kości.
Dyskutujący przedstawiciele zakła¬
dów pracy, stołówek i inni konsu¬
menci omawiali jeszcze inne ważne
problemy. Do jakości wędlin, które
sprzedają sklepy radomskie i jak
również do innych ważnych spraw'
transportu, rozmieszczenia sklepów
masarskich i ich obsługi wrócimy w
najbliższych numerach „Życia11.
(n).
jewództwa kieleckiego. Witamy ich
właśnie w Radomiu.
Na proscenium wchodzi wiceprze¬
wodniczący Zarządu Miejskiego TPP-R
Antoni Krawczyk. Padają proste cie¬
płe słowa powitania.
„Społeczeństwo miasta Radomia,
nasza klasa robotnicza, radomska
organizacja partyjna — dumni są
z tego, że mogą gościć w Radomiu
budowniczych komunizmu, że mo¬
gą powitać tych, którzy dzierżą
sztandar pierwszeństwa w pro¬
dukcji i na froncie walki o pokój"
Przemówienie kończy okrzykami na
cześć przyjaźni między bratn.mi na¬
rodami, narodu radzieckiego i sztur¬
mowej brygady świata KPZR —- en¬
tuzjastycznie podchwyconymi przez ze¬
branych.
Siemion Romanowicz Siergie)enko J
profesor chemii; kierownik laborato¬
rium przetworów ropnych i członek
Akademii Nauk ZSRR z serdecznym
uśmiechem na twarzy rozpoczyna
przemówienie.
— Drodzy towarzysze! Cieszy nas
serdecznie przyjęcie ze strony miesz- |
końców Radomia. Przyjaźń naszych
narodów zawiązała się w walce z fa¬
szyzmem i jest nierozerwalna. Cieszy
nas — ludzi radzieckich, szybkie tem¬
po budowy socjalizmu w Polsce. Wam
idzie to łatwiej. Ze wszystkich stron
macie przyjaciół, CSR, Węgry, Ru-	.	.	,		
munię, NRD i nasze narody ZSRR, j Spotkanie społeczeństwa radom!1'
które wam w tym pomagają. U nas go z radzieckimi gośćmi. Przerii;
budowa socjalizmu rozpoczęła się bez się w gorącą manifestację uczuć"
przyjaciół i została zwycięsko zreali- i domian na rzecz przyjaźni, polsko-"
zjwana.	dzieckiej.	Serdecznie żegnani !»■
Nasz radziecki naród czyni wszy- j opuszcza ją Radom udając sit
slko, by zbudować szczęście ,ia ; Ostrowca, gdzie spotkają się t'
świecie i trwały pokój. Polska jest botnikami huty im. Marcel W ■
jednym z wiernych przyjaciół, kto- I wotki (s).
pozostają na dwóch aktach sztią
Wieczorem miasto wydało na r
gości przyjęcie w lokalu
Miejskiego TPP-R. Witają fe
członkowie Zarządu TPP-R Nor:
Wodzyński, Hetman i Kwoczyt
Tutaj goście radzieccy opowbdi:
swych wrażeniach z pobytu w-
sce.
Aieksiej Wasilewicz Pawto,
tokarz, specjalista szybkości*
skrawania w Zakładach obrabii
w Moskwie, wyrabiający po:
1 000 procent normy, mówi, «
imponowała mu postawa potsl
młodzieżowców w walce o i*
zację planów. Jest głęboko ir
szony serdecznym przyjęciem i i
ścinnośclą jaką spotyka w
Opowiada o wymianie
z polskimi kolegami.
Mówi* o tym jak w
„Ursusie" obtoczył wal w
minut, na którą to robocizn* f
znaczone Jest 6 godzin. Opon
jak rozpoczął pracę jako H-k
c hłopczyk I za dobre postępy z
skał miano „Iwana Iwanowu
co rów-nało go z dorosłymi Fu
Iow- liczy obecnie 26 lat.
Na przyjęciu byli przedstawi*
partii, rad narodowych, TPP-R. P
downicy pracy z Kielc i Rite1
Atmosfera była ciepła i serdecc
Z fc£ SPORTU
,,Start" na czele w tenisie stołowyi
Po ostatnich rozgrywkach klasy wojew. i Unia RZO. 0:10, Kolejarz lUdcn - *j
w tenisie stołowym w grapie radomskiej i Starachowice 4:8, Ogniwo Radon - .
uzyskano następujące wyn-Jki: Unia R Z i Radem 0:10. Stal Radom - V"J "L
Graf. - Ogniwo Radom 8:2. Spójnia Ra- 9:1 Po rozgrywkach tych n»
ooim — Ogniwo Radom 9:1, Un.a RZGraf klasy wojewódzk.el w grup* <***£
__ Kolejarz Radom 7:3, Spójnia Radom — wysunął snę Start Radom
Sandomierza ze sztuką
produkcji
CO?GDZIE %
RADOM
Teatr lm. St. Żeromskiego — „Droga do
Czarnolasu" Maliszewskiego, w poniedzia¬
łek wyjazd do ~
„Pan Damaay"
KINA
Bałtyk — „Arena' śmiałych
radzieckiej
Hel — „Arena śmiałych" produkcji ra¬
dzieckiej
Wystawa październikowa w lokalu Tow :
Przyjaciół Sztuk Pięknych, ul. Kelles-
Krauza. Czynna od godz 10 do 17, prócz
poniedziałków. Wstęp bezpłatny.
APTEKI
Społeczna apteka nr 7, Żeromskiego 5
Społeczna apteka nr 11, Traugutta
Od poniedziałku społeczna apteka nr 108
ul. Kelles Krauza i nr 8 Świerczewskiego.
KIELCE
Teatr im. St. Żeromskiego — „Nie igra
się z miłością"
TELEFONY
Pogotowie Ratunkowe 19-88
Straż Pożarna 11-11
Komenda MO 12-13
Tajemnica zinycięstiua«
Było Już późno w nocy. Tadeusz Stępień
siedział jeszcze w swoim pokoju pochylo¬
ny nad rysunkami. Wtem drgaąt. Żona
położyła mu rękę na ramieniu.
— Tadziu, połóż się spać, Jesteś zmęczo¬
ny, już jedenasta — mówiła, prosząc.
— Zaraz..-, zaraz... Jeszcze chwłilę — rzekł
odwracając się do niej. W jej oczach wy¬
czytał głęboką troskę. Fala serdecznego
rozrzewnienia spłynęła mu z serca.
— Widzisz — zaczął, jakby się usprawie¬
dliwiając — chciałem dokończyć rysować
ten projekt głowicy. Proszę, usiądź tu
obok mnie — ciągną! dalej przysuwając
jej krzesło — objaśnię ci mój nowy po¬
mysł.
— Ależ zastanów się człowieku — doda¬
ła jakby z wymówką — ty przecież tylko
wciąż usprawniasz, coś tam ciągle rysu¬
jesz, coś zmieniasz... a o sobie ani za
grosz nie dbasz — nie dosypiasz, często
jesz zimny obiad, nieraz nawet zapo¬
minasz go zjeść — a przecież tak nie moż¬
na. Zachorujesz — to będzie kłopot, a my
przecież mamy 2-letniego syna — zakoń¬
czyła.
Od tego wieczoru upłynęło 3 tygod¬
nie. Dziś pomysł Tadeusza Stępnia
postanowiono wypróbować w produk
ciii- Oboik wiertarki zgromadzili się
wszyscy przodujący robotnicy: Anto¬
ni Kiraga — stary formierz. który
już w ubiegłym reku wykonał swoje
zadania planu 6-lebniego, Franciszek
Morawski — ślusarz, odznaczony Zło¬
tym Krzyżem Zasługi, Maria Zbrosz-
czyk — rdzeniarka, która pierwsza
przeszła na nowe normy i wielu in¬
nych. Zwyczaj próbowania w prakty¬
ce nowych pomysłów w sposób kole¬
gialny był tu od dawna zakorzeniony
Toteż każda taka próba była swojego
rodzaju uroczystością- Młody ślusarz
maszynowy, ZMP-owiec Wiktor Ko¬
walczyk przykręcił w uchwytach po¬
przeczkę, a potem wyborował otwór
na gwint. Wszyscy śledzili jego szyb¬
kie ruchy % zapartym oddechem.
Zgrzyt wierconego odlewu przeciął
powietrze. Tadeusz patrzył na zega-
rek. — 11 sekund — rzekł z triumfem.
Wszyscy wiedzieli, co to znaczy. Boro¬
wanie tego otworu ręcznie wymagało
2 minut, pomijając wysiłek fizycz¬
ny, który przy wierceniu mechanicz
nym został w znacznym stopniu wy¬
eliminowany. Ale próba wymagała
jeszcze sprawdzenia, czy do wybo¬
rowanego otworu pasuje wkrętka-
Kiedy Stępień wkręcał ją ręce mu
drżały. Niestety! Gwint nie pasował.
Wszyscy pochylili się nad frezarką.
Różni próbowali — nie udało się ni¬
komu.
— Trzeba sprawdzić grubość gwin
tu — poradził Antoni Wdowski stary
ślusarz, który jak to się mówi „na ta¬
kich robotach zęby zjadł11. Istotnie,
różnica gwintowania wynosiła 2 set¬
ne milimetra. Tadeusz stał. jak ska¬
mieniały. Tyle pracy — pomyślał i
wszystko na nic.
Jakby, odpowiadając na jego myśli
sekretarz Morawski lekko położył mu
rękę na ramieniu.
— Nie trzeba się załamywać —
rzekł wolno, patrząc prosto w oczy
Ilość obrotów gwintownika jest za
duża- Stąd gwint za cienki.
Trzeba... wiem ■—■ prawię wy¬
krzyknął Tadeusz — zwolnić obroty
maszyny. Ale trzeba to będzie do-kład
nie wyliczyć.
Tymczasem atmosfera w fabryce stawała
się coraz bardziej gorąca. Załoga walczyła
0 zwycięstwo	we współzawodnictwie.
1 Maja upłynął w radosnym podiiieceniu.
Zdobyto wówczas przechodni sztandar we
współzawodnictwie. Na uroczystej akade¬
mii, kiedy rdzeniarka Maria Zbroszcryk
przejmowała proporzec z rąk przedstawi¬
ciela Zarządu	Głównego, powiedziała:
„Chcemy utrzymać sztandar również w
II kwartale... i utrzymamy." Huraganowe
oklaski świadczyły 0 tym, że tak myśli
cała załoga. Teraz właśnie trwała upor¬
czywa walka o utrzymanie idobytych po¬
zycji. Na tablicy współzawodnictwa wy¬
kresy pięły się w górę. Codziennie poda¬
wano wyniki	dzienego przekroczenia
norm, a pracownicy księgowości pilnie
obliczali rotacjo środków obrotowych i wy-
ntki akumulacji. Na tablicy racjonalizato¬
rów pojawiały się ©oraz to nowe nazwiska
rosły liczby złożonych wniosków. Klub
ogłosił konkurs na najlepszego racjo¬
nalizatora. Uparcie walczono o każdy
odlew, o wykorzystanie każdej minuty
czasu. Często można było widzieć, jak
w gabinecie dyrektora do późna wieczór
paliło się światło — narady aktywu likwi¬
dowały wąskie gardła. Tadeusz Stępień
miał pełne ręce roboty. Pomagał robotni¬
kom w opracowaniu dokumentacji tech¬
nicznej dla ich wniosków.
Na sali była cisza. W pięknie ude¬
korowanej świetlicy zebrała się cała
załoga. W pierwszych rzędach zasie¬
dli przedstawiciele wszystkich niema!
odlewni ze Zjednoczenia. Na stole
prezydialnym obok kwiatów leżały
poukładane różne przedmioty — apa
rat radiowy „Pionier11, teczka skórza¬
na. piękny porceleanowy serwis, zega¬
rek. Ale oczy wszystkich zwrócone
były na sztandar. Czy pozostanie u
nas? — zapytywano się wzajemnie.
Maria Zbro6zezyk — chorąży propor-
■ sta; Starachowic*
s Stal Radom
S. Kolejarz Radom
7. SpójrW* Radom
8. Ogniwo Straż
9 Ogniwo Radom
ca była blada — tylko czarne oczy
pałały ciekawością. Ozuła teraz, że
odbierając sztandar 1 maja z rąk
pełnomocnika Zarządu Głównego I w. uńia r.lp.
Związku Zawodowego — mówiła
prawdę. Tadeusz Stępień siedział ze I
swoją Wandą w 4 rzędzie. Był pod¬
niecony. Mały Marek kręcił 6ię u ko-
4	*
SPÓJNIA KIELCE — WŁOK*1**1
RADOM
Dziś w niedzielę o godzinie M-
_	portowej	RZO	przy	ul.	w	łr'	LLjt
^nte"tki±glądaj^3'1
wieniem pp zebranych- Wtem na mów
nicy ukazał się sekretarz podstawo¬
wej organizacji partyjnej.
— Towarzysze _ MCzął z rados
nym uśmiechem. — Zdobyliśmy i-8ie
miejsce we współzawodnictwie zakła¬
dowym- za II kwartał br. a tym s&-
mym sztandar przechodni Za rządu
Głównego pozostaje w dalszym daru
w naszym posiadaniu. Przyznanie nam
pierwszego miejsca jest jednocześnie
największą nagrodą za nasz wysiłek
nychy	niU P,allów Pr°dukcyj-
Dz,ś ma|ny podwójną uroczy.
, rozpoczął swe przemówienie
mv Ukf y/l^'ński' ~ Zak°ń«wyliś-
my także konkurs na najlepszego ra¬
cjonalizatora Zakładu. I-szą nagrodę
w konkursie, aparat radiowy zdobył
Tadeusz Stępień, który w iZl^pK
roczu Złożył i6 wniosków racjonaliza¬
torskich. Wszystkie znalazły zastoso¬
wanie w produkcji i pomogły
odniesieniu zwycięstwa.
	 rS
szerokie zainteresowani* wórM **
Radom
Spotkanie dwu doić silnych
szykówkl męskiej, niewątpliwi'
tej gałęzi aportu.
20 najlepszych
PING-PONGISTÓW
Prezydium Sekcji tenisa
MKKF w Radomiu ustaliło
stawie wyników sportowych
nych w dotychczasowych
kach w br. listę 20 najlepszych
ników w tenisie stołowym. A
Wiktor Naumowicz, Lech Filip**
sław Szwach, Henryk Szmit
Gos. Stanisław Sławiński, AhD'
cel, Adamczyk, Pietrzyków**’,
Słomski, Janusz Ksiązkiewicz^
Wdowski, Zdzisław Stępie*.
Domański, Zdzisław Mmdg,
Karcz, Andrzej Zegzuła, H«
ki, Karol Krawczyk, Jerzy
Lista klasyfikacyjna 20
tenisistów stołowego ustala"*
przez prezydium sekcji co
wstałf°Nae rękach”!rzvm aJ'’ Tadeus" j s:ące' Przyczyni się to niewą^-^
by che:af	fyna-	Ja'k,	Wzm<>*enia treningu i dalszej W®,
kfm dla mero i d, PrMde wszy«H n*J Pr«cy zawodników nad ^
buduje się jasną .zmgLff‘ ~
Józef Szymański
Druk. RSW „PRASA
4 B-20552